niedziela, 24 listopada 2013

mecz

*Justin*
Koszykówka jest dla mnie odskocznią. Jest tym, czego potrzebuję, żeby się wyluzować, odetchnąć. Mogłem grać w kosza godzinami, bo nawiasem mówiąc byłem całkiem dobry. Z dala od szkoły, domu, wszystkich problemów. Tylko piłka i moi przyjaciele. Chad był świetnym graczem. Blokował jak nikt inny w Los Angeles, ja natomiast byłem specjalistą od rzutów z daleka.
Graliśmy już jakieś 45 minut więc wszyscy spoceni zdjęliśmy koszulki. Gdyby była tu Alexa pewnie darła by ryj, żeby „pokibicować”. Na całe szczęście jest pewnie na zakupach, albo innym gównie. Przyzwyczaiłem się już do tego, że to dama z bogatej rodziny. Torebki, buty, buty, torebki. Woow, fascynujące. Kiedy byłem w okresie, gdy ona mi się tak na serio podobała, zabrała mnie do centrum handlowego. Istna męczarnia. Chodziłem za nią i jej przyjaciółkami, a one w ogóle nie mogły się zdecydować na nic. Od tamtej pory mam wstręt do sklepów odzieżowych. Sam kupuję przez Internet, bo tak jest wygodniej. Bez zbędnego chodzenia i wybierania.
Biegałem po boisku jak szalony, kiedy nagle Chad popchnął mnie w ramię i wybił z rytmu. Wstałem z tartanu i od razu wyskoczyłem do niego z pięściami.
-Jakiś problem?!- zapytałem gotowy do skoku. Kiedy ktoś wytrąci mnie z rytmu potrafię być naprawdę agresywny. Chad nie odpowiedział, tylko kiwnął głową w stronę ławek na końcu boiska do gry. Kiedy się obejrzałem, doznałem szoku. Na ławce siedziały dwie śliczne dziewczyny. Ciepły wiatr rozwiewał im włosy, więc nie mogłem ich rozpoznać. Po kilku chwilach przyglądania się jak szaleniec, dostrzegłem tam Kate i drugą dziewczynę, z którą chodzę na dwie lekcje, ale nie mogłem sobie przypomnieć jej imienia.
Wyglądały jakby się kłóciły. Siedziały na swoich miejscach spokojnie, ale zdradzały je gesty Kate. Wyglądała na wzburzoną. Starała się ukryć wymachiwanie rękoma, ale nie za bardzo jej to wychodziło.
Pomyślałem, że nie będę z siebie robił jakiegoś kretyna, więc przestałem się patrzeć i dołączyłem do chłopaków. Dawałem z siebie wszystko, ale fakt, że Kate mnie obserwuje niszczył moje starania. Im bardziej chciałem jej zaimponować, tym bardziej mi nie wychodziło. W końcu Brad, jeden z drużyny przeciwnej, zarządził koniec meczu. Zdyszany napiłem się wody, kiedy Chad do mnie podszedł.
-Idziemy do nich?- zapytał zbierając po drodze nasze koszulki.
-Po co?- odpowiedziałem pytaniem na pytaniem niby od niechcenia. No jasne, że chciałem podejść, ale dziwnie by to wyglądało, przecież prawie się nie znamy. Nim się zorientowałem, Chad już machał do nich wołając Kate po imieniu.
-Jesteś normalny?- wydarłem się na niego oddając mu potężny cios w ramie.
-Dobra, dziewczyny, nieważne. Jay się wstydzi.
Myślałem, że spalę się ze wstydu. Teraz już musiałem do nich podejść. Czułem się zażenowany, ale i szczęśliwy jednocześnie. Fajnie, że przyszła, ale po co?

*Kate*
Boże, umieram. Justin Bieber idzie do mnie bez koszulki! Zastanawiałam się, czy gdybym zrobiła zdjęcia tej umięśnionej klatki piersiowej, to wydawało by się dziwne?
Alice, która powinna teraz przepraszać mnie na kolanach za taki numer, teraz po prostu chichotała z mojego wyrazu twarzy. Kilka sekund potrwało, zanim nauczyłam się jak zamykać usta. No co? Fajne ma warunki chłopak.
-Cześć- powiedział Justin ukrywając swoje zawstydzenie moją obecnością swoim jakże znanym mi zawadiackim uśmiechem. Ja, jak jakaś idiotka, dalej patrzyłam się wprost na jego mięśnie. Gdyby nie Alice, która lekko uszczypnęła mnie w ramie, chyba bym w ogóle nie odpowiedział.
-ee, hej- powiedziałam ukrywając swoją już czerwoną twarz ze wstydu pod falą brązowych włosów. W takich momentach dziękowałam sama sobie, że prawie nigdy ich nie związuje.
Nie wiedział co mam ze sobą zrobić, więc bawiłam się palcami. Mimo tego, że Justin to mój kolega z klasy, bardzo się przy nim zawstydziłam. No bo ja, taka zwykła Kate i on taki niezwykły Justin.
-Jay, idę z koleżanką się przejść. Idziesz też?- zapytał Chad, kiedy Alice wstawała z ławki, zostawiając obok mnie puste miejsce.
-Nie, zostanę.
Kiedy Alice odwróciła się w moją stronę posłałam jej mrożące krew w żyłach spojrzenie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Justin usiadł na jej miejscu lekko chichocząc. Byłam zdenerwowana zachowaniem Alice. Zostawiła mnie. Tutaj. Z Justinem Bieberem obok.
-Z czego się śmiejesz?- zapytałam Justina.
-Wiesz, że to było zaplanowane? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że nagle przypadkiem pierwszym miejscem, które odwiedziłaś jest boisko na którym gram w kosza.
-Więc twierdzisz, że zrobiłam to specjalnie? Nie miałam z tym nic wspólnego. Nie obchodzi mnie to.
Wydobyłam z siebie resztki sił i wstałam z ławki. Justin podbiegł do mnie i powstrzymał mnie przytrzymując mnie w pasie. Poczułam, że rozpływam się pod jego dotykiem.

*Justin*
-Zostań- szepnąłem do ucha Kate. Z jakiegoś powodu chciałem, żeby ze mną została.
-Okej, zostanę- powiedziała i mimowolnie się uśmiechnąłem. Usiadła na ławce trochę zdenerwowana. Widziałem jak zgina palce u rąk i na zmianę je prostuje.
-Nie bądź zła. I tak nie znalazłabyś teraz swojej koleżanki.
-Alice. Ma na imię Alice.
-Okej. I tak nie znalazłabyś teraz Alice.
Nie odpowiedziała tylko wpatrywała się w czubki swoich butów. Bardzo ciekawe zajęcie.
Wyciągnąłem papierosy z kieszeni i odpaliłem jednego. Mocno się zaciągnąłem i wypuściłem dym zrelaksowany.
-Dlaczego palisz?- zapytała Kate, totalnie zaskakując mnie tym pytaniem. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem.
-Nie wiem.
-To przestań. Niszczysz siebie i wszystkich dookoła- powiedziała odganiając dym papierosowy dłonią.
-Dobrze.
-I tak nie przestaniesz- powiedziała na co się zaśmiałem. No tak, nie przestanę.
-Jak dobrze mnie znasz- powiedziałem.
Kate uśmiechnęła się, ukazując urocze dołeczki.
Bardzo nurtowała mnie pewna sprawa. Nie mogłem się powstrzymać i zadałem jej najgłupsze pytanie pod słońcem.
-Dasz mi swój numer telefonu? Jesteś bardzo ładna- zapytałem i od razu spuściłem wzrok jak zawstydzony chłopczyk. Przypomniała mi się scena z dzieciństwa, kiedy zaprosiłem pierwszy raz dziewczynę na randkę. Miałem dokładnie taki sam wyraz twarzy. Od tego czasu minęło sporo czasu, a ja zdążyłem zdobyć miano bad boya, ale w takich chwilach maska pękała. Widać było jak na dłoni, że jestem zwykłym dzieciakiem, który wstydzi się zapytać dziewczyny o numer.
-A więc chcesz mój numer tylko dlatego, że jestem ładna?- zapytała Kate i uniosła wysoko głowę, tak jakby wiedziała, że ma nade mną przewagę.
-Nie, to znaczy…
-Spokojnie, w sumie czemu nie. Daj mi swój telefon.
Podałem jej swojego iPhone’a, a ona zapisała numer.
Rozmawialiśmy ponad godzinę o różnych rzeczach. O rodzinie, szkole, Los Angeles, Waszyngtonie. Wiedziałem o niej kilka rzeczy, a ona o mnie. Cieszyłem się jak dziecko mając świadomość, że gdy wrócę do domu napisze jej smsa, albo zadzwonię. Wiem, że znam ją dopiero kilka godzin, ale mam wrażenie jakbyśmy znali się od zawsze. To wspaniałe uczucie. Niestety musiałem przypominać sobie, że Alexa dalej istnieje, a ja nie mogę stracić głowy dla jakiejś nowej, ślicznej, zabawnej, uroczej dziewczyny. Dosyć, Bieber. Nie jesteś sobą.
Czas mijał, a Alice w końcu wróciła. Kate musiała odjechać, a ja wracałem do domu z uśmiechem przyklejonym do twarzy. 

2 komentarze: