Spojrzałam w
górę i ujrzałam Justina Biebera, opierającego się o ławkę i patrzącego wprost
na mnie. Nie mogłam uwierzyć we własnego pecha. Ten gość mnie prześladuje. ,,A
może to przeznaczenie?’’- zapytał głos w mojej głowie. O nie, muszę skończyć z
prowadzeniem rozmów sama ze sobą. Przeznaczenie nie istnieje, to jest tylko
seria przypadkowych zdarzeń, prawda?
-Zajęłaś moją ławkę, shawty- powiedział Justin uśmiechając się zawadiacko. Zauważyłam, że założył okulary przeciwsłoneczne, które sprawiały, że wyglądał jak gwiazda filmowa. Wyczułam zapach dymu papierosowego i damskich perfum. O boże, pewnie Alexa się do niego tuliła, szmata.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu siedzi. Już idę- powiedziałam zabierając moje rzeczy z ławki. W tym samym momencie do Justina dołączył czarnoskóry, wysoki chłopak. Chyba z nim tu siedział.
-Nie, spoko, zostań. Możesz siedzieć ze mną- powiedział Bieber powstrzymując moje ruchy dłońmi. Kiedy mnie dotknął od razu poczułam się tak, jakby miliony małych iskierek przeszło przez moją dłoń. Zabrałam ją od razu, ale Justin nie speszył się, ani nic w tym rodzaju. Uśmiechał się dalej, jemu chyba uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy. Z jednej strony to fajnie, a z drugiej jest to bardzo denerwujące nie wiedząc z czego on tak właściwie się cieszy.
-Ej, bro, a ja?- zapytał kolega mojego bohatera lekko poirytowany, w jednej ręce ściskając plecak, a w drugiej paczkę papierosów.
-Chad, idź usiąść z jakąś panną. Nie mogę tak potraktować nowej koleżanki- zwrócił się do towarzysza i zasiadł w ławce obok mnie.
-Chyba sobie jaja robisz, Jay.
-No wypierdalaj, nie rozumiesz!?- Justin wykrzyknął w stronę kolegi, a ja przestraszyłam się jego tonu.
Chad ruszył mrucząc pod nosem masę przekleństw, wyłapywałam z nich pojedyncze słowa „Bieber” i usiadł w ławce z blond niewiastą. Justin wyciągnął tylko zeszyt i odwrócił się przodem do mnie, tak, że mogłam policzyć urocze pieprzyki na jego twarzy. Zdjął czapkę, potargał grzywkę do góry i miałam wielką ochotę sprawdzić, czy jego włosy są tak miękkie, na jakie wyglądają.
-Cześć, jestem Justin. Nie przejmuj się tym dupkiem- powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową, nie mogąc się zdobyć na jakiekolwiek słowa, niewyrażające jak bardzo jest boski.
Zadziwiające jest to, że jeszcze przed chwilą się go bałam, a teraz mogę swobodnie o nim fantazjować. Wiedziałam, że tak będzie. A obiecałam sobie, że żaden chłopak nie zawróci mi już w głowie. Ale można sobie wzdychać do aktora, czy piosenkarza, prawda? Bo Justin Bieber to gwiazda pełnego formatu. Ach, dosyć! Siedzę obok niego. „Skup się!”- podpowiedział głos w mojej głowie.
Nawet nie zauważyłam, że Justin się do mnie odezwał gdyby nie to, że mnie lekko szturchnął oczekując odpowiedzi.
W tej samej chwili do klasy wszedł nauczyciel. Wyglądał jak typowy matematyk. Otyły, z okularami na nosie i w sweterku opinającym jego brzuch.
-Witam. Zapiszcie proszę temat lekcji…- nauczyciel zaczął mówić, na co klasa trochę ucichła, a zwyczajny gwar rozmów zastąpiły szepty, albo liściki.
Justin dalej patrzył na mnie, więc zdobyłam się na rozmowę z nim, bez ślinienia się. „Pełny luz”- pomyślałam sobie.
-Mówiłeś coś? Zamyśliłam się, przepraszam- powiedziałam nie patrząc na niego. Zamiast tego rysowałam wzorki na okładce mojego zeszytu.
-Jejku, jaka Ty dobrze wychowana. Zapytałem się tylko dlaczego jesteś taka małomówna, ale chyba boisz się takiego marginesu społecznego jak ja- powiedział sąsiad, a ja od razu wyczułam smutek w jego głosie. Kiedy na niego spojrzałam miał mocno zaciśniętą szczękę, a na ławce wystukiwał rytm palcami. Pomyślałam wtedy, że za tą maską badboya kryje się cos więcej. Ale nie zamierzałam dać mu poznać, że się go boję, bo tak nie było.
-Ja, Kate Collins grzeczna dziewczynka. Nigdy nie zadawałabym się z kimś takim jak Ty- powiedziałam z udawanym oburzeniem w głosie i teatralnie zakryłam usta ręką, na co chłopak zachichotał. Jego chichot był uroczy. Jak śmiech dziecka.
-Wiedziałem. Uważaj na mnie, mogę wyciągnąć spluwę, albo rozśmieszyć Cię na śmierć. To drugie jest bardziej okrutne, uwierz mi- zaśmiałam się głośno, na co cała klasa razem z nauczycielem spojrzała na nas zdziwiona co mnie tak rozbawiło. Zrobiłam się czerwona jak burak, a Justin przygryzał dolną wargę, próbując uniknąć kary po lekcjach za hałasowanie na zajęciach.
Nauczyciel spojrzał na nas, odwrócił się i znowu notował wzory matematyczne na tablicy. Ja nawet nie otworzyłam zeszytu, chociaż wiedziałam, że matematyka to moja pięta Achillesa.
Nie wiedząc czy powinniśmy dalej rozmawiać czy nie, ponownie masakrowałam okładkę zeszytu moim długopisem. Przypomniałam sobie słowa Jacka, że powinnam trzymać się od Biebera z daleka, na co posmutniałam, a Justin to zauważył. Zdawało mi się, że on cały czas na mnie patrzył. Pewnie sobie tylko wmawiam.
-Co jest, ślicznotko?
-Ślicznotko? Nie jestem ślicznotką, a Tobie nic do tego co się stało- odpowiedziałam niemal warcząc za to, że traktuje mnie jak inne puste lalki, które na takie właśnie słowa rozpłynęły by się przed nim. O nie, nie jestem taka łatwa.
-Chcę być miły, bo chcę gdzieś wyjść z Tobą po szkole. Lepiej byśmy się poznali i w ogóle- powiedział, na co o mało nie spadłam z krzesła.
-Masz dziewczynę, nie przesadzaj.
Justin spojrzał na mnie tak szybko, że aż się przestraszyłam, że zrobi mi krzywdę.
-Kto Ci powiedział, że Alexa to moja dziewczyna? Nie jest moją dziewczyną. Nie chcę żadnej dziewczyny. Miłość jest przereklamowana.
-W takim razie po co zapraszałeś mnie na randkę!?- zapytałam oburzona jego wypowiedzią.
-Jaką masz pewność, że moja propozycja była na serio? Nie masz żadnej- powiedział Justin tak brutalnie, że poczułam jak pieką mnie oczy od łez. Na szczęście w tej samej chwili zadzwonił dzwonek na przerwę, a wszyscy wybiegli z klasy głośno rozmawiając. Justin gwałtownie pociągnął za sobą plecak, już w klasie wyciągając papierosa i tyle go widziałam. A ja stałam na środku klasy z rozpaczą w oczach.
-Zajęłaś moją ławkę, shawty- powiedział Justin uśmiechając się zawadiacko. Zauważyłam, że założył okulary przeciwsłoneczne, które sprawiały, że wyglądał jak gwiazda filmowa. Wyczułam zapach dymu papierosowego i damskich perfum. O boże, pewnie Alexa się do niego tuliła, szmata.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu siedzi. Już idę- powiedziałam zabierając moje rzeczy z ławki. W tym samym momencie do Justina dołączył czarnoskóry, wysoki chłopak. Chyba z nim tu siedział.
-Nie, spoko, zostań. Możesz siedzieć ze mną- powiedział Bieber powstrzymując moje ruchy dłońmi. Kiedy mnie dotknął od razu poczułam się tak, jakby miliony małych iskierek przeszło przez moją dłoń. Zabrałam ją od razu, ale Justin nie speszył się, ani nic w tym rodzaju. Uśmiechał się dalej, jemu chyba uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy. Z jednej strony to fajnie, a z drugiej jest to bardzo denerwujące nie wiedząc z czego on tak właściwie się cieszy.
-Ej, bro, a ja?- zapytał kolega mojego bohatera lekko poirytowany, w jednej ręce ściskając plecak, a w drugiej paczkę papierosów.
-Chad, idź usiąść z jakąś panną. Nie mogę tak potraktować nowej koleżanki- zwrócił się do towarzysza i zasiadł w ławce obok mnie.
-Chyba sobie jaja robisz, Jay.
-No wypierdalaj, nie rozumiesz!?- Justin wykrzyknął w stronę kolegi, a ja przestraszyłam się jego tonu.
Chad ruszył mrucząc pod nosem masę przekleństw, wyłapywałam z nich pojedyncze słowa „Bieber” i usiadł w ławce z blond niewiastą. Justin wyciągnął tylko zeszyt i odwrócił się przodem do mnie, tak, że mogłam policzyć urocze pieprzyki na jego twarzy. Zdjął czapkę, potargał grzywkę do góry i miałam wielką ochotę sprawdzić, czy jego włosy są tak miękkie, na jakie wyglądają.
-Cześć, jestem Justin. Nie przejmuj się tym dupkiem- powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową, nie mogąc się zdobyć na jakiekolwiek słowa, niewyrażające jak bardzo jest boski.
Zadziwiające jest to, że jeszcze przed chwilą się go bałam, a teraz mogę swobodnie o nim fantazjować. Wiedziałam, że tak będzie. A obiecałam sobie, że żaden chłopak nie zawróci mi już w głowie. Ale można sobie wzdychać do aktora, czy piosenkarza, prawda? Bo Justin Bieber to gwiazda pełnego formatu. Ach, dosyć! Siedzę obok niego. „Skup się!”- podpowiedział głos w mojej głowie.
Nawet nie zauważyłam, że Justin się do mnie odezwał gdyby nie to, że mnie lekko szturchnął oczekując odpowiedzi.
W tej samej chwili do klasy wszedł nauczyciel. Wyglądał jak typowy matematyk. Otyły, z okularami na nosie i w sweterku opinającym jego brzuch.
-Witam. Zapiszcie proszę temat lekcji…- nauczyciel zaczął mówić, na co klasa trochę ucichła, a zwyczajny gwar rozmów zastąpiły szepty, albo liściki.
Justin dalej patrzył na mnie, więc zdobyłam się na rozmowę z nim, bez ślinienia się. „Pełny luz”- pomyślałam sobie.
-Mówiłeś coś? Zamyśliłam się, przepraszam- powiedziałam nie patrząc na niego. Zamiast tego rysowałam wzorki na okładce mojego zeszytu.
-Jejku, jaka Ty dobrze wychowana. Zapytałem się tylko dlaczego jesteś taka małomówna, ale chyba boisz się takiego marginesu społecznego jak ja- powiedział sąsiad, a ja od razu wyczułam smutek w jego głosie. Kiedy na niego spojrzałam miał mocno zaciśniętą szczękę, a na ławce wystukiwał rytm palcami. Pomyślałam wtedy, że za tą maską badboya kryje się cos więcej. Ale nie zamierzałam dać mu poznać, że się go boję, bo tak nie było.
-Ja, Kate Collins grzeczna dziewczynka. Nigdy nie zadawałabym się z kimś takim jak Ty- powiedziałam z udawanym oburzeniem w głosie i teatralnie zakryłam usta ręką, na co chłopak zachichotał. Jego chichot był uroczy. Jak śmiech dziecka.
-Wiedziałem. Uważaj na mnie, mogę wyciągnąć spluwę, albo rozśmieszyć Cię na śmierć. To drugie jest bardziej okrutne, uwierz mi- zaśmiałam się głośno, na co cała klasa razem z nauczycielem spojrzała na nas zdziwiona co mnie tak rozbawiło. Zrobiłam się czerwona jak burak, a Justin przygryzał dolną wargę, próbując uniknąć kary po lekcjach za hałasowanie na zajęciach.
Nauczyciel spojrzał na nas, odwrócił się i znowu notował wzory matematyczne na tablicy. Ja nawet nie otworzyłam zeszytu, chociaż wiedziałam, że matematyka to moja pięta Achillesa.
Nie wiedząc czy powinniśmy dalej rozmawiać czy nie, ponownie masakrowałam okładkę zeszytu moim długopisem. Przypomniałam sobie słowa Jacka, że powinnam trzymać się od Biebera z daleka, na co posmutniałam, a Justin to zauważył. Zdawało mi się, że on cały czas na mnie patrzył. Pewnie sobie tylko wmawiam.
-Co jest, ślicznotko?
-Ślicznotko? Nie jestem ślicznotką, a Tobie nic do tego co się stało- odpowiedziałam niemal warcząc za to, że traktuje mnie jak inne puste lalki, które na takie właśnie słowa rozpłynęły by się przed nim. O nie, nie jestem taka łatwa.
-Chcę być miły, bo chcę gdzieś wyjść z Tobą po szkole. Lepiej byśmy się poznali i w ogóle- powiedział, na co o mało nie spadłam z krzesła.
-Masz dziewczynę, nie przesadzaj.
Justin spojrzał na mnie tak szybko, że aż się przestraszyłam, że zrobi mi krzywdę.
-Kto Ci powiedział, że Alexa to moja dziewczyna? Nie jest moją dziewczyną. Nie chcę żadnej dziewczyny. Miłość jest przereklamowana.
-W takim razie po co zapraszałeś mnie na randkę!?- zapytałam oburzona jego wypowiedzią.
-Jaką masz pewność, że moja propozycja była na serio? Nie masz żadnej- powiedział Justin tak brutalnie, że poczułam jak pieką mnie oczy od łez. Na szczęście w tej samej chwili zadzwonił dzwonek na przerwę, a wszyscy wybiegli z klasy głośno rozmawiając. Justin gwałtownie pociągnął za sobą plecak, już w klasie wyciągając papierosa i tyle go widziałam. A ja stałam na środku klasy z rozpaczą w oczach.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńtwoje opowiadanie jest super nie jest takie drętwe jak inne tylko są przekleństwa i wg *.* <3
OdpowiedzUsuńaw, kocham Cię.
OdpowiedzUsuń