środa, 25 grudnia 2013

13, szczeniackie zachowanie mi nie imponuje.

*Justin*
Wkroczyłem na boisko zdecydowanym krokiem. Chad podbiegł za mną i chciał się przywitać.
-Wypierdalaj!- krzyknąłem do niego przedzierając się przez kilka osób stojących między nami. Chad nie dał za wygraną i podszedł do mnie.
-Stary, co jest grane?- zapytał kiedy usiadłem na najbardziej oddalonej ławce. Wyciągnąłem paczkę papierosów i odpaliłem jednego mimo, że w samochodzie wypaliłem już trzy. Byłem tak zdenerwowany, że nie panowałem nad sobą. Kopałem w metalowe oparcie ławki tak mocno, że bałem się, że sobie coś złamię.
-Kurwa, powiedz co się stało!- wydarł się na mnie przyjaciel jeszcze bardziej zwracając na nas uwagę pozostałych graczy.
-Jestem takim kretynem. Miałem się nie wtrącać, miałem być ponad to, ale nie mogłem się powstrzymać, kiedy ją zobaczyłem. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
-Rozmawiałeś z nią?- zapytał zakładając bluzę, bo zrobiło się chłodno.
-Podwiozłem ją do domu. Kurwa, jestem beznadziejny- powiedziałem zaciągając się mocno.  Musze przestać, muszę przestać, muszę przestać. Ona mnie nie chcę,  ma tego frajera.
Zdjąłem koszulkę i łapiąc piłkę do kosza chciałem wypocić z siebie całą frustrację i złość. Grałem wymijając pozostałych i zbierając punkty jeden za drugim. Brad zarządził przerwę po półgodzinnej grze. Złapałem butelkę z wodą i upiłem duży łyk, a resztę wylałem na włosy chłodząc się.
-Zależy Ci na niej?- zapytał Chad chwytając butelkę.
-Jak cholera. Myślałem, że jest inna. Była, jest wyjątkowa, taka inna od wszystkich. A ona zrobiła mnie w konia i spotyka się z Cooperem.
-Jay, może to nie jest tak jak myślisz. Może dla niej to było zbyt szybko, przestraszyła się. Spróbuj postawić się w jej sytuacji- zaproponował, kiedy Trish szła w nasza stronę. Może ma rację? Ale co ja teraz mam robić?
-Spróbuj się z nią zaprzyjaźnić. Może wyniknie z tego coś więcej- powiedział odpowiadając na zadane sobie w myślach pytanie.
-Stary, wracam do domu- powiedziałem żegnając się ze wszystkimi, kiedy zaczął obściskiwać się z Trish. Nie mogłem na to patrzeć.

Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit od godziny. Z laptopa puściłem płytę Chrisa Browna i przemyślałem parę spraw. Postanowiłem nie robić  z siebie ofiary losu, bo Kate na pewno na to nie poleci. Jeżeli ona chce być z Cooperem, proszę bardzo, nie będę się mieszać w ich „fantastyczny” związek.
Jest piątek, trzeba się zabawić, ale dzisiaj zupełnie nie mam ochoty na imprezę. Co by było gdybym napisał do Kate? Wiem, że to zaprzeczyłoby temu, co sobie postanowiłem, ale jebać postanowienia. Żyję spontanicznie, tylko co napisać?
Nagle poczułem wibracje w kieszeni moich spodenek od kosza.
Przepraszam” od Księżniczki.
Bóg jednak istnieje! Teraz nie muszę szukać pretekstu do napisania jej smsa.
Za co mnie przepraszasz?
Nie powinnam wsiadać do Twojego samochodu i przypominać Tobie i sobie wszystkiego. Jeżeli nasza znajomość jest dla Ciebie niekomfortowa, możemy ją zakończyć. I tak już prawie nie istnieje” przeczytałem odpalając papierosa i z wrażenia zakrztusiłem się dymem. Ona chce zakończyć naszą znajomość? To nie tak miało być.
Możemy się jutro spotkać? Jak przyjaciele” zapytałem mając nadzieję, że się zgodzi.
Okej”. Więc jutro muszę zdobyć jej przyjaźń. Później rozprawie się z jej jakże wspaniałym chłopakiem.

*Kate*
-Cześć- powiedziałam niepewnie, wsiadając do srebrnego porsche. Wczoraj długo myślałam nad tym, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na to spotkanie. Mimo wszystko mam chłopaka, a Justin wygląda jak wyjęty z okładki magazynu „Fashion”. Obawiam się, że gdy Eric się dowie, zrobi mi straszną awanturę. Ale trudno, jakoś to przeżyję.
-Cześć- odpowiedział Justin przekręcając kluczyk w stacyjce. Poprawiłam swoją białą koszulkę i spodenki i zapięłam pasy.
-Gdzie jedziemy?- zapytałam pisząc smsa do Alice. Wczoraj przez facebooka opowiedziałam jej rozmowę  z Justinem, a ona kazała mi smsowo pisać jej sprawozdania. Jakoś nie wierzę, żeby to wypaliło. Nie wyobrażam sobie, żebym przez cały czas pilnowała telefonu.
-Na plaże. Pewnie nie próbowałaś najlepszych lodów po tej części Los Angeles- powiedział odpalając papierosa.
-Pewnie nie, ale co mi po tym, skoro przez Ciebie dostanę raka. Wiesz co to jest bierne palenie?
-Tak, wiem. Ale jest jeden pozytyw- powiedział zakładając okulary przeciwsłoneczne, przez co wyglądał jak gwiazda. Tylko ten papieros nie pasował.
-No jaki?- zapytałam zakładając swoje okulary.
-Przynajmniej będziesz miała jakieś zwierzątko- powiedział uśmiechając się do mnie szeroko, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-To nie jest śmieszne, Justin- powiedziałam przybierając surową minę.
Zaparkowaliśmy na parkingu długo szukając miejsca. Jest sobota popołudniu, więc masa ludzi wygrzewa się teraz na słońcu, albo surfuje. Torebkę zostawiłam w samochodzie, nie będzie mi potrzebna, ale Justin zabrał ze sobą czarnego snapa z napisem „SUPRA”. Bardzo rzadko chodzi bez czapki na głowie, więc nie powinno mnie to dziwić.
Szliśmy po brzegu oceanu, a słońce przyjemnie ogrzewało nas swoimi promieniami.
-Daleko jeszcze? Bolą mnie  nogi- powiedziałam zmęczona, bo od rana jestem na nogach. Musiałam w ciągu przedpołudnia wypełnić wszystkie swoje obowiązki domowe.
-Mogę wziąć Cię  na barana- zaproponował Justin brudząc swoje czarne vansy mokrym piaskiem.
-Nie dasz rady- powiedziałam, a on się zatrzymał i sprawnie przeniósł mnie na swoje plecy, a ja uczepiłam się go jak mała, przerażona małpka.  Justin zaczął biec tak szybko brzegu, że woda chlapała prosto na mnie. Zaczęłam piszczeć i śmiać się naraz. Przytuliłam się do jego pleców, a on mocno trzymał mnie za mocno owinięte wokół niego biodra.
-Puść mnie! Zaraz się przewrócimy!- krzyczałam do jego karku, ale on nie zwolnił. Bieber śmiał się jeszcze głośniej niż ja i nie wydawał się ani trochę zmęczony. Pomimo palenia papierosów miał świetną kondycję.
-Shawty, nie martw się, nic Ci się nie stanie- powiedział przez śmiech.
Kilka osób spoglądało na nas zdziwieni znad okularów przeciwsłonecznych, ale zupełnie się tym nie przejęłam.
Wiatr zwiał z głowy Justina czapkę, więc zeszłam, żeby ją podniósł. Dziwnie się czułam idąc, ale po chwili Justin  otworzył przede mną drzwi do lodziarni i gdy usiedliśmy przy stoliku, podszedł do nas chłopak z notesem w ręku. Miała około 20 lat i przyjemną twarz, a blond włosy opadały mu na czoło. Z miejsca go polubiłam. Przywitał się z Bieberem, najwyraźniej dobrze się znali.
-Cześć, Jay. Nowa dziewczyna?- zapytał wskazując na mnie brodą. Czułam, że na moje policzki wstępują rumieńce. Poznałam po minie mojego kolegi, że jest tak samo zawstydzony jak ja.
-Przyjaciółka. Co zamawiasz, Kate?- zapytał podając mi kartę.
Zdecydowałam się na czekoladowe lody, a Justin wybrał truskawkowe. Chris, bo tak miał na imię kelner, zapisał zamówienie i po chwili delektowaliśmy się chłodnym deserem.
-Cooper pozwolił Ci przyjść?- zapytał Justin nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Ma na imię Eric i nic o tym nie wie. Dlaczego każdy mówi na Ciebie Jay?
-Nawet nie wiem kto to wymyślił.
-Jay- powiedziałam jedząc lody. Justin miał rację, bez wątpienia były świetne.
-Nigdy nie jadłem czekoladowych. Mogę spróbować?- zapytał pochylając się nad stolikiem.
-Pod warunkiem, że mogę spróbować Twoich. Chcę sprawdzić czy są tak samo dobre jak moje-  powiedziałam kierując łyżkę z lodami w kierunku jego ust. Zrobił to samo zakładając czapkę tył na przód. Nagle zaczął się śmiać, a ja siedziałam nie wiedząc co jest tego powodem. Poczułam, że czerwienie się jak burak.
-Co Cię tak śmieszy?- zapytałam zdezorientowana.
-Masz różowe wąsy. Mogę zrobić Ci zdjęcie?
-Skoro chcesz.
Justin wyciągnął swojego iPhone’a, a ja się uśmiechnęłam, ale i tak wiedziałam, że wyszłam fatalnie. Jak zawsze.
-Tylko błagam, nie udostępniaj tego nigdzie- poprosiłam go zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Będę szantażować Cię tym zdjęciem- zaśmiał się i wpakował sobie łyżkę moich lodów do ust. Miał idealne usta.

Justin zapłacił za nasz deser i ruszyliśmy na ławkę w mniej zatłoczonym miejscu plaży. Mimo tego, że godziny mijały, było tak samo gorąco. Bieber zdjął koszulkę, a ja nie mogłam skupić się przez jego umięśnioną klatkę piersiową. Masz chłopaka, Kate powtarzałam sobie w myślach, ale od początku mojego spotkania z Bieberem, Eric spadł na dalszy plan.
-Gapisz się- powiedział Justin obserwując mnie kątem oka.
-Wcale nie- skłamałam krzyżując ramiona.
Justin odwrócił się w moją stronę i nasze twarze dzieliło już tylko kilka centymetrów.
-Teraz powiedz, że nie działa na Ciebie widok mnie bez koszulki- powiedział seksownie ochrypniętym głosem.
Patrzyłam mu głęboko w oczy i byłam niemal pewna, że za chwilę dojdzie do czegoś, czego będę żałować, ale przeszkodziła nam jego komórka, która uporczywie wibrowało w kieszeni jego spodni. Bieber wyciągnął telefon i patrząc kto dzwoni, odebrał.
-Kurwa, co?- powiedział zdenerwowany do telefonu. Usłyszałam męski głos, na co odetchnęłam z ulgą. Justin wymienił z nim kilka zdań, po czym się rozłączył i odpalił papierosa.
-Kto to?- zapytałam ciekawa.
-Chad nie ma życia i codziennie chce grać w kosza- powiedział zaciągając się.
-I dlatego musisz palić?
-Zauważ, że ni zapaliłem od kiedy po Ciebie przyjechałem. Należy  mi się jakaś pochwała- rzekł Justin uśmiechając się jak to miał w zwyczaju. Kiedy rozmawiał przez telefon zdążyłam zabrać mu czapkę, ale dopiero teraz ją założyłam.
-Ładnie Ci w niej- zauważył przydeptując niedopałka butem.
-Bo ona jest ładna. Podoba mi się.
-Możesz ją zatrzymać, jeśli chcesz, powiedział nerwowo drapiąc się po karku i wbił wzrok w ziemię.
Podziękowałam mu za ten prezent i mocno przytuliłam, a on trochę zaskoczony przytulił mnie równo mocno.

-Nie oddam jej! Chyba oszalałeś!- wydarłam się na Erica następnego dnia, kiedy dowiedział się o moim spotkaniu z Justinem i o jego czapce w moim pokoju. Nie wiem jakim cudem, ale pewnie ktoś nas widział i mu doniósł. Stałam teraz na środku mojego pokoju i ściskałam prezent z całych sił, żeby mi go nie odebrał.
-Jakbyś się czuła, jakbym nosił bransoletkę od jakiejś dziewczyny? Jesteśmy razem, więc oddaj mu tą cholerną czapkę!- krzyknął na cały głos, mimo tego, że rodzice siedzieli na dole. Nie chciałam robić żadnych scen i awantur, ale on nie rozumiał, że to jest tylko prezent.
-Gdybyś dostał ją od przyjaciółki, nie robiłabym niepotrzebnych kłótni. Przestań być takim zazdrosnym dupkiem!
-Serio? Od kiedy przyjaźnisz się z Bieberem? Chyba mam powody do zazdrości, bo on Cię perfidnie podrywa.
-Chyba sobie żartujesz- powiedziałam śmiejąc się nerwowo i zakładając niesforny kosmyk brązowych włosów za ucho. Pewnie za chwilę posądzi mnie o zdradę.
-Wiesz co, rób co chcesz.
Odszedł trzaskając drzwiami. W moich oczach pojawiły się łzy i szlochałam w poduszkę do czasu, gdy do pokoju zapukała mama. Weszła niepewnie, kiedy wycierałam mokre od łez policzki.
-Kate, co się stało?- zapytała siadając na łóżku.
-Pokłóciłam się z Ericiem.
-Słyszałam. Wszyscy słyszeliśmy. Co to za czapka?- wzięła ją do rąk i dokładnie obejrzała.
-Jezu, mamo. Nieważne, nie chcę o tym gadać- powiedziałam opadając na łóżko gotowa dalej płakać.
-Jeżeli nie chcesz, nie naciskam. Pamiętaj Kocha nie, to, co mówi Twoje serce jest najważniejsze- dodała i wyszła.
Moja mama potrafi czasem rzucać coś jak Ci pijani mistrzowie w japońskich filmach karate. Coś w stylu Szukaj niebiańskiej tęczy Twojej duszy. Serio? I jak ja mam to rozszyfrować? Wszystko jest takie skomplikowane.

Po kilku bardzo ciężkich dniach pogodziłam się z Ericiem.  Jest moim chłopakiem i to normalne, że mi na  nim zależy. Sprawę z czapką puściłam w niepamięć, ale Eric nie zapomniał.
-To wszystko wina tego Biebera- powtarzał  ciągle. Myślałam, że sobie odpuści, ale niestety źle myślałam.
Pewnego dnia szliśmy po lekcjach na parking. Justin opierał się o maskę swojego porsche, a Ericowi puściły nerwy. Podszedł do niego szybkim i zdecydowanym krokiem, a ja pobiegłam za nim.
-Jeszcze raz odezwiesz się, spojrzysz na  moją dziewczynę, a pożałujesz- zwrócił się do Justina z błyskiem w oku.
-Co taki frajer jak Ty może mi zrobić?- zapytał Bieber uśmiechając się szyderczo.
Eric nie wytrzymał i wymierzył mu potężny cios w szczękę. Justin zatoczył się, ale w ciągu sekundy oddał mu potężny cios w nos, z którego od razu popłynęła strużka krwi. Wokół nich pojawiła się grupka gapiów dopingujących mojego chłopaka, albo Biebera. Eric zamachnął się, ale on wykręcił mu rękę i powalił go na maskę jakiegoś samochodu. Widząc, że robi się coraz gorzej złapałam Biebera za koszulkę wrzeszcząc, żeby go zostawił. Nie odpowiadał, tylko bił jeszcze mocniej, a Eric wierzgając nogami próbował się bronić. W końcu pojawił się Chad i odciągnął swojego kolegę, który pozostał bez szwanku, a mój chłopak miał najprawdopodobniej złamany nos.  Justin zdążył się jeszcze zaśmiać gorzko i krzyknąć:
-Tak się dzieje jak podskakujesz, Cooper.
Podbiegłam do obolałego Erica, który jednak nie dał po sobie poznać, że coś mu się stało. Niestety strużka krwi płynąca z jego nosa tego nie potwierdzała.
-Boże, Eric, nic Ci nie jest?- zapytałam kiedy poprawiał koszulkę.
-Skarbie, o nic się nie martw. Warto było walczyć o Twoje serce- powiedział uśmiechając się, lecz po chwili jego uśmiech zastąpił grymas bólu.
-Nie walczyliście o moje serce, tylko o jakieś głupoty. Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz?
Eric wytarł wierzchem dłoni krew, kiedy reszta gapiów odeszła mając co opowiadać jutro w szkole. Podeszliśmy do jego samochodu po apteczkę.
Nie wiem na kogo była bardziej zła, na niego czy na Justina. Zdecydowanie Bieber tak okładać pięściami mojego chłopaka, a on nie musiał w ogóle rozpoczynać tej bójki. Szczeniackie zachowanie mi nie imponuje.
-Wsiadaj, muszę Cię odwieźć- powiedział otwierając drzwi do jego Land Rovera.