poniedziałek, 11 listopada 2013

pierwsze spotkanie

Chłopak, na którego patrzyłam wyglądał jak upadły anioł. Samym spojrzeniem mógł doprowadzić do szaleństwa. Jego brązowe tęczówki porażały, a rzęsy były długie i gęste, takie jakich zazdrościłaby mu każda dziewczyna. Usta w kształcie serca były różowe i pełne, a potarganą grzywkę w kolorze ciemnego blondu skrył pod czarną czapką z napisem ,,OBEY’’. Bez wątpienia był bogiem seksu.
Kiedy zauważył jak taksuję go wzrokiem, uśmiechnął się szeroko, przez co zobaczyłam jego idealne zęby, pomógł mi wstać i szepnął do ucha:
-Przestań tak patrzeć. Cała szkoła nas obserwuje, mała.
Dopiero wtedy poczułam na sobie wzrok kilkudziesięciu par oczu. Zarumieniłam się jak burak i już miałam się przedstawić mojemu bohaterowi, kiedy nagle usłyszałam pogardę z ust dziewczyny, która stała obok.
Wcześniej w ogóle jej nie zauważyłam. Pewnie dlatego, że nie zauważyłam nikogo poza moim wybawcą. Była niezaprzeczalnie piękna. Jej kruczoczarne włosy sięgały do pasa, były lśniące i proste- efekt prostownicy do włosów. Miała duże zielone oczy i długie rzęsy podkreślone eye linerem i tuszem. Jej cera była nieskazitelna chociaż pod masą podkładu, a usta wykrzywione w grymasie, pewnie na mój widok. Stała z założonymi rękami i gdyby wzrok mógł zabijać, przewracałabym się właśnie w grobie. Miała na sobie sukienkę do kolan w kolorze mięty, która kontrastowała z kolorem jej włosów, a na stopach miała czarne szpilki.
Ocknęłam się z wpływu jej uroku dopiero za sprawą słów wydobywających się z jej malinowych ust.
-Uważaj jak chodzisz, kaleko- przejechała po  mnie wzrokiem i dodała- Jesteś tu nowa? Widać.
Przestąpiłam z nogi na nogę nie wiedząc co powiedzieć. No bo co? W jednej chwili zachwycam się uroczym chłopakiem, a w drugiej jakaś nawiedzona dziewczyna krzywi się na mój widok. Miałam zacząć na nią krzyczeć czy uciec stamtąd ze łzami w oczach? Nie mogłam pozwolić sobie na jeszcze większy wstyd więc zdecydowałam się na zwykłe:
-Przepraszam, zamyśliłam się.
Dziewczyna wzruszyła chudymi ramionami i rzekła:
-Pierwszaki, zdarza się.
Zignorowałam to, że stwierdziła, że jestem w pierwszej klasie, chociaż jestem w drugiej. Niech sobie myśli co chce, bardziej interesuje mnie mój bohater. Spojrzałam na niego ukradkiem. Wyglądał na rozbawionego całą sytuacją.  Stał uśmiechając się do siebie lekko. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, w co był ubrany. Miał nisko opuszczone jeansy, przez co wyglądał jeszcze bardziej seksownie. Fioletowa podkoszulka opinała jego imponujące mięśnie, a na stopach miał czarne supry. On chyba nawet gdyby włożył karton, to i tak wyglądałby niesamowicie.
-Alexa, uspokój się. Po prostu na mnie wpadła, tyle– powiedział ochrypłym głosem i poprawił czapkę.
-Nie obchodzi mnie to. Justin, kochanie, idziemy- odpowiedziała czarna małpa, rzuciła mi ostanie wrogie spojrzenie i poszli do szkoły.
Ta scena trwała zaledwie kilka minut, ale i tak zapamiętam ja do końca życia. Więc ma na imię Justin? Ładnie, podoba mi się to imię. A ta zdzira Alexa jest jego dziewczyną? O nie, on jest dla niej za wspaniały.
Skarciłam się w głowie za takie myśli. Przecież znałam go od kilku minut i wymieniłam z nim dwa zdania. Nie mogę układać mu życia.
Kiedy weszłam do szkoły od razu miałam udać się do sekretariatu  po plan zajęć i mapkę szkoły. Nie wiedziałam nawet w którą stronę mam iść. Stałam na środku korytarza zdezorientowana, a przez mierzących mnie wzrokiem ludzi miałam ochotę się rozpłakać.
,,O nie, nie płacz. A co, jeżeli Justin zobaczy Cię w takim stanie?’’ Boże, znowu o nim myślę, DOSYĆ.
Kiedy tak stałam prowadząc wewnętrzną walkę z samą sobą, podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
Była śliczna. Rude loki sięgały jej do połowy pleców. Na twarzy miała kilka piegów, a jej zielone, śmiejące się oczy, sprawiały wrażenie głębi. Uśmiechnęła się do mnie szeroko, ukazując aparat na zębach, który tylko dodawał jej uroku. Była niziutka, około metr sześćdziesiąt. Nie to, żeby moje 170cm wzrostu powalało na kolana.
-Cześć, jestem Alice. Chyba jesteś nowa, prawda? Szukasz czegoś? To duża szkoła, pomóc Ci?- powiedziała to wszystko w 3 sekundy. Miała gadane, wow.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i podałam jej dłoń.
-Cześć, jestem Kate. Tak właściwie to szukam sekretariatu.
-Mogę Cię zaprowadzić, jeśli chcesz.
Kiwnęłam tylko głową na znak zgody, a Alice zaczęła mówić.
- Więc wpadłaś na Biebera? Przynajmniej miałaś z nim jakiś kontakt. Wiele dziewczyn zabiłoby za taką okazję, a Ty tylko się patrzyłaś. Ja bym go od razu przytuliła czy coś w tym rodzaju.
-Na kogo?- spytałam zdziwiona.
-No, na Justina. Przed szkołą, pamiętasz? Wszyscy chcieli zobaczyć reakcję Alexy, jest strasznie zazdrosna- powiedziała chichocząc.
-Ach, na niego. To nic specjalnego- powiedziałam to tak, jakbym co krok wpadała w objęcia mega przystojniaka. Kretynka ze mnie.
Zauważyłam, że ludzie patrzą na mnie i szepcą coś sobie pod nosem rozbawieni. Może mam coś na twarzy, dlatego Justin tak się uśmiechał. Jestem przewrażliwiona. Kiedy doszłyśmy do sekretariatu, Alice powiedziała, że na mnie poczeka, ale kiedy wróciłam, jej już nie było. No cóż, chyba muszę iść sama na pierwszą lekcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz