środa, 25 grudnia 2013

13, szczeniackie zachowanie mi nie imponuje.

*Justin*
Wkroczyłem na boisko zdecydowanym krokiem. Chad podbiegł za mną i chciał się przywitać.
-Wypierdalaj!- krzyknąłem do niego przedzierając się przez kilka osób stojących między nami. Chad nie dał za wygraną i podszedł do mnie.
-Stary, co jest grane?- zapytał kiedy usiadłem na najbardziej oddalonej ławce. Wyciągnąłem paczkę papierosów i odpaliłem jednego mimo, że w samochodzie wypaliłem już trzy. Byłem tak zdenerwowany, że nie panowałem nad sobą. Kopałem w metalowe oparcie ławki tak mocno, że bałem się, że sobie coś złamię.
-Kurwa, powiedz co się stało!- wydarł się na mnie przyjaciel jeszcze bardziej zwracając na nas uwagę pozostałych graczy.
-Jestem takim kretynem. Miałem się nie wtrącać, miałem być ponad to, ale nie mogłem się powstrzymać, kiedy ją zobaczyłem. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
-Rozmawiałeś z nią?- zapytał zakładając bluzę, bo zrobiło się chłodno.
-Podwiozłem ją do domu. Kurwa, jestem beznadziejny- powiedziałem zaciągając się mocno.  Musze przestać, muszę przestać, muszę przestać. Ona mnie nie chcę,  ma tego frajera.
Zdjąłem koszulkę i łapiąc piłkę do kosza chciałem wypocić z siebie całą frustrację i złość. Grałem wymijając pozostałych i zbierając punkty jeden za drugim. Brad zarządził przerwę po półgodzinnej grze. Złapałem butelkę z wodą i upiłem duży łyk, a resztę wylałem na włosy chłodząc się.
-Zależy Ci na niej?- zapytał Chad chwytając butelkę.
-Jak cholera. Myślałem, że jest inna. Była, jest wyjątkowa, taka inna od wszystkich. A ona zrobiła mnie w konia i spotyka się z Cooperem.
-Jay, może to nie jest tak jak myślisz. Może dla niej to było zbyt szybko, przestraszyła się. Spróbuj postawić się w jej sytuacji- zaproponował, kiedy Trish szła w nasza stronę. Może ma rację? Ale co ja teraz mam robić?
-Spróbuj się z nią zaprzyjaźnić. Może wyniknie z tego coś więcej- powiedział odpowiadając na zadane sobie w myślach pytanie.
-Stary, wracam do domu- powiedziałem żegnając się ze wszystkimi, kiedy zaczął obściskiwać się z Trish. Nie mogłem na to patrzeć.

Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit od godziny. Z laptopa puściłem płytę Chrisa Browna i przemyślałem parę spraw. Postanowiłem nie robić  z siebie ofiary losu, bo Kate na pewno na to nie poleci. Jeżeli ona chce być z Cooperem, proszę bardzo, nie będę się mieszać w ich „fantastyczny” związek.
Jest piątek, trzeba się zabawić, ale dzisiaj zupełnie nie mam ochoty na imprezę. Co by było gdybym napisał do Kate? Wiem, że to zaprzeczyłoby temu, co sobie postanowiłem, ale jebać postanowienia. Żyję spontanicznie, tylko co napisać?
Nagle poczułem wibracje w kieszeni moich spodenek od kosza.
Przepraszam” od Księżniczki.
Bóg jednak istnieje! Teraz nie muszę szukać pretekstu do napisania jej smsa.
Za co mnie przepraszasz?
Nie powinnam wsiadać do Twojego samochodu i przypominać Tobie i sobie wszystkiego. Jeżeli nasza znajomość jest dla Ciebie niekomfortowa, możemy ją zakończyć. I tak już prawie nie istnieje” przeczytałem odpalając papierosa i z wrażenia zakrztusiłem się dymem. Ona chce zakończyć naszą znajomość? To nie tak miało być.
Możemy się jutro spotkać? Jak przyjaciele” zapytałem mając nadzieję, że się zgodzi.
Okej”. Więc jutro muszę zdobyć jej przyjaźń. Później rozprawie się z jej jakże wspaniałym chłopakiem.

*Kate*
-Cześć- powiedziałam niepewnie, wsiadając do srebrnego porsche. Wczoraj długo myślałam nad tym, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na to spotkanie. Mimo wszystko mam chłopaka, a Justin wygląda jak wyjęty z okładki magazynu „Fashion”. Obawiam się, że gdy Eric się dowie, zrobi mi straszną awanturę. Ale trudno, jakoś to przeżyję.
-Cześć- odpowiedział Justin przekręcając kluczyk w stacyjce. Poprawiłam swoją białą koszulkę i spodenki i zapięłam pasy.
-Gdzie jedziemy?- zapytałam pisząc smsa do Alice. Wczoraj przez facebooka opowiedziałam jej rozmowę  z Justinem, a ona kazała mi smsowo pisać jej sprawozdania. Jakoś nie wierzę, żeby to wypaliło. Nie wyobrażam sobie, żebym przez cały czas pilnowała telefonu.
-Na plaże. Pewnie nie próbowałaś najlepszych lodów po tej części Los Angeles- powiedział odpalając papierosa.
-Pewnie nie, ale co mi po tym, skoro przez Ciebie dostanę raka. Wiesz co to jest bierne palenie?
-Tak, wiem. Ale jest jeden pozytyw- powiedział zakładając okulary przeciwsłoneczne, przez co wyglądał jak gwiazda. Tylko ten papieros nie pasował.
-No jaki?- zapytałam zakładając swoje okulary.
-Przynajmniej będziesz miała jakieś zwierzątko- powiedział uśmiechając się do mnie szeroko, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-To nie jest śmieszne, Justin- powiedziałam przybierając surową minę.
Zaparkowaliśmy na parkingu długo szukając miejsca. Jest sobota popołudniu, więc masa ludzi wygrzewa się teraz na słońcu, albo surfuje. Torebkę zostawiłam w samochodzie, nie będzie mi potrzebna, ale Justin zabrał ze sobą czarnego snapa z napisem „SUPRA”. Bardzo rzadko chodzi bez czapki na głowie, więc nie powinno mnie to dziwić.
Szliśmy po brzegu oceanu, a słońce przyjemnie ogrzewało nas swoimi promieniami.
-Daleko jeszcze? Bolą mnie  nogi- powiedziałam zmęczona, bo od rana jestem na nogach. Musiałam w ciągu przedpołudnia wypełnić wszystkie swoje obowiązki domowe.
-Mogę wziąć Cię  na barana- zaproponował Justin brudząc swoje czarne vansy mokrym piaskiem.
-Nie dasz rady- powiedziałam, a on się zatrzymał i sprawnie przeniósł mnie na swoje plecy, a ja uczepiłam się go jak mała, przerażona małpka.  Justin zaczął biec tak szybko brzegu, że woda chlapała prosto na mnie. Zaczęłam piszczeć i śmiać się naraz. Przytuliłam się do jego pleców, a on mocno trzymał mnie za mocno owinięte wokół niego biodra.
-Puść mnie! Zaraz się przewrócimy!- krzyczałam do jego karku, ale on nie zwolnił. Bieber śmiał się jeszcze głośniej niż ja i nie wydawał się ani trochę zmęczony. Pomimo palenia papierosów miał świetną kondycję.
-Shawty, nie martw się, nic Ci się nie stanie- powiedział przez śmiech.
Kilka osób spoglądało na nas zdziwieni znad okularów przeciwsłonecznych, ale zupełnie się tym nie przejęłam.
Wiatr zwiał z głowy Justina czapkę, więc zeszłam, żeby ją podniósł. Dziwnie się czułam idąc, ale po chwili Justin  otworzył przede mną drzwi do lodziarni i gdy usiedliśmy przy stoliku, podszedł do nas chłopak z notesem w ręku. Miała około 20 lat i przyjemną twarz, a blond włosy opadały mu na czoło. Z miejsca go polubiłam. Przywitał się z Bieberem, najwyraźniej dobrze się znali.
-Cześć, Jay. Nowa dziewczyna?- zapytał wskazując na mnie brodą. Czułam, że na moje policzki wstępują rumieńce. Poznałam po minie mojego kolegi, że jest tak samo zawstydzony jak ja.
-Przyjaciółka. Co zamawiasz, Kate?- zapytał podając mi kartę.
Zdecydowałam się na czekoladowe lody, a Justin wybrał truskawkowe. Chris, bo tak miał na imię kelner, zapisał zamówienie i po chwili delektowaliśmy się chłodnym deserem.
-Cooper pozwolił Ci przyjść?- zapytał Justin nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Ma na imię Eric i nic o tym nie wie. Dlaczego każdy mówi na Ciebie Jay?
-Nawet nie wiem kto to wymyślił.
-Jay- powiedziałam jedząc lody. Justin miał rację, bez wątpienia były świetne.
-Nigdy nie jadłem czekoladowych. Mogę spróbować?- zapytał pochylając się nad stolikiem.
-Pod warunkiem, że mogę spróbować Twoich. Chcę sprawdzić czy są tak samo dobre jak moje-  powiedziałam kierując łyżkę z lodami w kierunku jego ust. Zrobił to samo zakładając czapkę tył na przód. Nagle zaczął się śmiać, a ja siedziałam nie wiedząc co jest tego powodem. Poczułam, że czerwienie się jak burak.
-Co Cię tak śmieszy?- zapytałam zdezorientowana.
-Masz różowe wąsy. Mogę zrobić Ci zdjęcie?
-Skoro chcesz.
Justin wyciągnął swojego iPhone’a, a ja się uśmiechnęłam, ale i tak wiedziałam, że wyszłam fatalnie. Jak zawsze.
-Tylko błagam, nie udostępniaj tego nigdzie- poprosiłam go zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Będę szantażować Cię tym zdjęciem- zaśmiał się i wpakował sobie łyżkę moich lodów do ust. Miał idealne usta.

Justin zapłacił za nasz deser i ruszyliśmy na ławkę w mniej zatłoczonym miejscu plaży. Mimo tego, że godziny mijały, było tak samo gorąco. Bieber zdjął koszulkę, a ja nie mogłam skupić się przez jego umięśnioną klatkę piersiową. Masz chłopaka, Kate powtarzałam sobie w myślach, ale od początku mojego spotkania z Bieberem, Eric spadł na dalszy plan.
-Gapisz się- powiedział Justin obserwując mnie kątem oka.
-Wcale nie- skłamałam krzyżując ramiona.
Justin odwrócił się w moją stronę i nasze twarze dzieliło już tylko kilka centymetrów.
-Teraz powiedz, że nie działa na Ciebie widok mnie bez koszulki- powiedział seksownie ochrypniętym głosem.
Patrzyłam mu głęboko w oczy i byłam niemal pewna, że za chwilę dojdzie do czegoś, czego będę żałować, ale przeszkodziła nam jego komórka, która uporczywie wibrowało w kieszeni jego spodni. Bieber wyciągnął telefon i patrząc kto dzwoni, odebrał.
-Kurwa, co?- powiedział zdenerwowany do telefonu. Usłyszałam męski głos, na co odetchnęłam z ulgą. Justin wymienił z nim kilka zdań, po czym się rozłączył i odpalił papierosa.
-Kto to?- zapytałam ciekawa.
-Chad nie ma życia i codziennie chce grać w kosza- powiedział zaciągając się.
-I dlatego musisz palić?
-Zauważ, że ni zapaliłem od kiedy po Ciebie przyjechałem. Należy  mi się jakaś pochwała- rzekł Justin uśmiechając się jak to miał w zwyczaju. Kiedy rozmawiał przez telefon zdążyłam zabrać mu czapkę, ale dopiero teraz ją założyłam.
-Ładnie Ci w niej- zauważył przydeptując niedopałka butem.
-Bo ona jest ładna. Podoba mi się.
-Możesz ją zatrzymać, jeśli chcesz, powiedział nerwowo drapiąc się po karku i wbił wzrok w ziemię.
Podziękowałam mu za ten prezent i mocno przytuliłam, a on trochę zaskoczony przytulił mnie równo mocno.

-Nie oddam jej! Chyba oszalałeś!- wydarłam się na Erica następnego dnia, kiedy dowiedział się o moim spotkaniu z Justinem i o jego czapce w moim pokoju. Nie wiem jakim cudem, ale pewnie ktoś nas widział i mu doniósł. Stałam teraz na środku mojego pokoju i ściskałam prezent z całych sił, żeby mi go nie odebrał.
-Jakbyś się czuła, jakbym nosił bransoletkę od jakiejś dziewczyny? Jesteśmy razem, więc oddaj mu tą cholerną czapkę!- krzyknął na cały głos, mimo tego, że rodzice siedzieli na dole. Nie chciałam robić żadnych scen i awantur, ale on nie rozumiał, że to jest tylko prezent.
-Gdybyś dostał ją od przyjaciółki, nie robiłabym niepotrzebnych kłótni. Przestań być takim zazdrosnym dupkiem!
-Serio? Od kiedy przyjaźnisz się z Bieberem? Chyba mam powody do zazdrości, bo on Cię perfidnie podrywa.
-Chyba sobie żartujesz- powiedziałam śmiejąc się nerwowo i zakładając niesforny kosmyk brązowych włosów za ucho. Pewnie za chwilę posądzi mnie o zdradę.
-Wiesz co, rób co chcesz.
Odszedł trzaskając drzwiami. W moich oczach pojawiły się łzy i szlochałam w poduszkę do czasu, gdy do pokoju zapukała mama. Weszła niepewnie, kiedy wycierałam mokre od łez policzki.
-Kate, co się stało?- zapytała siadając na łóżku.
-Pokłóciłam się z Ericiem.
-Słyszałam. Wszyscy słyszeliśmy. Co to za czapka?- wzięła ją do rąk i dokładnie obejrzała.
-Jezu, mamo. Nieważne, nie chcę o tym gadać- powiedziałam opadając na łóżko gotowa dalej płakać.
-Jeżeli nie chcesz, nie naciskam. Pamiętaj Kocha nie, to, co mówi Twoje serce jest najważniejsze- dodała i wyszła.
Moja mama potrafi czasem rzucać coś jak Ci pijani mistrzowie w japońskich filmach karate. Coś w stylu Szukaj niebiańskiej tęczy Twojej duszy. Serio? I jak ja mam to rozszyfrować? Wszystko jest takie skomplikowane.

Po kilku bardzo ciężkich dniach pogodziłam się z Ericiem.  Jest moim chłopakiem i to normalne, że mi na  nim zależy. Sprawę z czapką puściłam w niepamięć, ale Eric nie zapomniał.
-To wszystko wina tego Biebera- powtarzał  ciągle. Myślałam, że sobie odpuści, ale niestety źle myślałam.
Pewnego dnia szliśmy po lekcjach na parking. Justin opierał się o maskę swojego porsche, a Ericowi puściły nerwy. Podszedł do niego szybkim i zdecydowanym krokiem, a ja pobiegłam za nim.
-Jeszcze raz odezwiesz się, spojrzysz na  moją dziewczynę, a pożałujesz- zwrócił się do Justina z błyskiem w oku.
-Co taki frajer jak Ty może mi zrobić?- zapytał Bieber uśmiechając się szyderczo.
Eric nie wytrzymał i wymierzył mu potężny cios w szczękę. Justin zatoczył się, ale w ciągu sekundy oddał mu potężny cios w nos, z którego od razu popłynęła strużka krwi. Wokół nich pojawiła się grupka gapiów dopingujących mojego chłopaka, albo Biebera. Eric zamachnął się, ale on wykręcił mu rękę i powalił go na maskę jakiegoś samochodu. Widząc, że robi się coraz gorzej złapałam Biebera za koszulkę wrzeszcząc, żeby go zostawił. Nie odpowiadał, tylko bił jeszcze mocniej, a Eric wierzgając nogami próbował się bronić. W końcu pojawił się Chad i odciągnął swojego kolegę, który pozostał bez szwanku, a mój chłopak miał najprawdopodobniej złamany nos.  Justin zdążył się jeszcze zaśmiać gorzko i krzyknąć:
-Tak się dzieje jak podskakujesz, Cooper.
Podbiegłam do obolałego Erica, który jednak nie dał po sobie poznać, że coś mu się stało. Niestety strużka krwi płynąca z jego nosa tego nie potwierdzała.
-Boże, Eric, nic Ci nie jest?- zapytałam kiedy poprawiał koszulkę.
-Skarbie, o nic się nie martw. Warto było walczyć o Twoje serce- powiedział uśmiechając się, lecz po chwili jego uśmiech zastąpił grymas bólu.
-Nie walczyliście o moje serce, tylko o jakieś głupoty. Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz?
Eric wytarł wierzchem dłoni krew, kiedy reszta gapiów odeszła mając co opowiadać jutro w szkole. Podeszliśmy do jego samochodu po apteczkę.
Nie wiem na kogo była bardziej zła, na niego czy na Justina. Zdecydowanie Bieber tak okładać pięściami mojego chłopaka, a on nie musiał w ogóle rozpoczynać tej bójki. Szczeniackie zachowanie mi nie imponuje.
-Wsiadaj, muszę Cię odwieźć- powiedział otwierając drzwi do jego Land Rovera.

sobota, 21 grudnia 2013

12, to nie tak

*Justin*
-Do jutra, Księżniczko- powiedziałem patrząc na zdziwiona Kate. Przecież ją pocałowałem. Niby nic wielkiego, mały całus, ale wiedziałem, że ta dziewczyna zmieni moje życie diametralnie.
-Do jutra- powiedziała, wychodząc z samochodu. Stałem jeszcze pod jej domem i czekałem, kiedy przekroczy próg swojego domu,  żeby odpalić papierosa. Mocno się zaciągnąłem i ruszyłem na moją ulicę.
Mimo tego, że mając 19 lat miałem już wiele dziewczyn, to pierwszy raz poczułem motyle w brzuchu. Myślałem, że takie zjawiska pojawiają się tylko w wyobrażeniach dziewczyn, ale Justin Bieber właśnie się zakochuje. Muszę wypchnąć to z mojej głowy. Co jeżeli ona nie czuje tego co ja? Oczywiście nie będę płakał, ale… Nie wiem, nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Alexa sama pchała mi się w ramiona, a  z Kate jest inaczej. Teraz to ja muszę się postarać.
Wszedłem do domu i od razu pokierowałem się w stronę mojego pokoju, kiedy drogę zagrodziła mi moja mama.
-Co jest grane?- zapytałem słysząc w oddali mecz koszykówki. Czyli ojciec jest w domu, zajebiście.
-Twoja dziewczyna tutaj była. Dzwoniłam do Ciebie dziesięć razy. Gdzie Ty trzymasz telefon?- zapytała Pattie.
-Moja dziewczyna?- od razu pomyślałem o Kate, ale to niemożliwe. Po pierwsze, dopiero dowiozłem ją do domu. Po drugie, jeszcze nie jest moją dziewczyną. Jeszcze.
-Alexa- powiedziała opierając ręce na biodrach.
-Jezu, dajcie mi wszyscy spokój. Trzeba było powiedzieć, żeby spierdalała.
-Posłuchaj, załatw swoje sprawy. Nie pozwolę, żeby jakaś dziewczyna przez Ciebie płakała. Nie jesteś jakimś łamaczem serc.
-Tak, tak. Przepuścisz mnie?
Mama niechętnie odpuściła i poszła  do salonu. Było już późno, więc przebrałem się i gapiąc się w sufit w końcu zasnąłem.
W szkole zaczepiła mnie Alexa. Rozniosło się (głównie za sprawą uradowanego Chada), że dałem jej jasno do zrozumienia, że nie ma na co liczyć. Upokorzona powiedziała mi, że jestem skurwielem bez serca, ale zupełnie się tym nie przejąłem.

-Cześć, Księżniczko- powiedziałem siadając obok niej na matematyce. Była pogrążona w myślach i dopiero po chwili odpowiedziała:
-Hej, Justin.
Wpatrywałem się w nią z mieszanką zachwytu i niedowierzania. Była piękna. Każda jej część była doskonała. Od brązowych włosów opadających kaskadą na plecy i zasłaniające teraz jej profil, przez delikatnie zarysowaną talię, po nogi ukryte w odrobinę zbyt luźnych jeansach.
-Dlaczego tak na mnie patrzysz?- zapytała krzywiąc się.
-Jesteś piękna- powiedziałem odrobinę łamiącym głosem mierzwiąc przy tym włosy.
Nic nie odpowiedziała, tylko zwróciła wzrok w drugą stronę. Tego się obawiałem.
-Coś nie tak?- zapytałem mówiąc do jej orzechowych włosów.
Odwróciła się do mnie gwałtownie.
-Nie będę Twoją dziewczyną na pocieszenie.
-Chodzi Ci o to, że Cię wczoraj pocałowałem?- zapytałem głośno zdając sobie sprawę z tego, że każdy słucha nas z zaciekawieniem.
-Tak, o to. Alexa mnie chyba rozszarpie.
-Nie przejmuj się nią shawty. Nauczyciel wkroczył do klasy, więc Kate zajęła się lekcją. Cholera, co teraz?

*Kate*
-Cześć, mamo!- krzyknęłam wchodząc do domu po godzinach spędzonych w szkole.
-Nie drzyj się, nie ma jej. Poszła na spotkanie w sprawie pracy- powiedział Matt pijąc sok w kuchni.
Spojrzałam na wyświetlacz iPhone’a. „Nic nie rozumiem” od Justina. Nie zamierzałam mu odpisywać. Nie będę dla niego łatwą zdobyczą, o nie. Wczoraj uświadomiłam sobie, że to wszystko potoczyło się zbyt szybko i na pewno nie jest szczere. Wolałam odsunąą się teraz, niż płakać później w poduszkę.

2 miesiące później
-Nie mogę Cie odwieźć, mam trening. Przepraszam- powiedział Eric całując mnie w czoło.
-Nie ma sprawy, jakoś sobie poradzę. Do jutra- powiedziałam to i odprowadziłam go wzrokiem na ostatnią lekcję.
Weszłam do laboratorium chemicznego i zajęłam swoje zwykłe miejsce obok Alice. Czekała już na mnie z ogromnym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
-Co jest?- zapytałam wyciągając podręcznik.
-Mamy dzisiaj rocznicę- powiedziała Alice ciesząc się jak małe dziecko. Nie do wiary jak ten miesiąc szybko zleciał. Cieszyłam się ich szczęściem, bo fajna z nich para.
-I co robicie?
-Jack zabiera mnie na jakąś super romantyczną kolację. A jak tam z Ericiem?
- Jesteśmy ze sobą dopiero 2 tygodnie. Jest świetnie, ale to początek. A tak w ogóle podwieziesz mnie do domu? On ma trening.
-Przepraszam, ja odpadam.
-Okej, przejdę się.

Szłam chodnikiem ze szkoły, kiedy nagle obok mnie zatrzymało się srebrne porsche. Z głośników dudniła hiphopowa piosenka. Szyba od strony pasażera zsunęła się i moim oczom ukazał się ktoś, z kim od dawna nie rozmawiałam.
Po tym jak Justin pocałował mnie na początku roku, zerwałam z nim jakiekolwiek kontakty. Nie chciałam być kolejną dziewczyną, którą odhaczyłby w swoim zbiorze. On jakby w ogóle się tym nie przejął, a ja za sprawą mojego nowego chłopaka zrobiłam to samo i przestałam się nim w ogóle interesować.
-Podwieźć Cię?- zapytał ochrypniętym głosem poprawiając okulary przeciwsłoneczne opadające mu na nos.
-Nie, dzięki. Poradzę sobie.
-Wskakuj, i tak mam po drodze- zaproponował otwierając mi drzwi. W końcu usiadłam bojąc się tego, co mnie czeka w drodze do domu.
Justin wyłączył głośną muzykę i teraz wsłuchiwałam się w ryk jego samochodu próbując nie obserwować go kątem oka. Siedziałam mocno ściskając torbę. Zachowywałam się tak, jakby obok mnie siedział seryjny morderca wiozący mnie na koniec świata.
-Dlaczego tak bardzo się denerwujesz?- zapytał zatrzymując się na czerwonym świetle.
-Bo pędzisz jak wariat-  skłamałam. Tak naprawdę jechał szybko, ale nie tak, że mógłby nas zabić, ale co miałam mu odpowiedzieć.
Bieber przewrócił oczami odpalając papierosa. Podczas naszej „randki” na początku roku szkolnego zapytałam go dlaczego pali. Odpowiedział mi, że musi poczuć ten specyficzny dym w płucach, gdy jest zdenerwowany. Postanowiłam wykorzystać tą wiedzę.
-Dlaczego jesteś zdenerwowany?
-Bo jadę z Tobą- odpowiedział wypuszczając dym ustami.
-To dlaczego mnie podwozisz? Zatrzymaj się, wysiądę- powiedziałam odpinając pas bezpieczeństwa, ale powstrzymał mnie dłońmi.
-Uspokój się. Wyobraź sobie, że nie rozmawiasz z chłopakiem, na którym Ci zależało, ale teraz on ma Cię w dupie i spotyka się z dziewczyną, której Ty momentalnie nienawidzisz. Wy pewnie z takich sytuacjach płaczecie, a ja palę papierosy.
Zatkało mnie.
-Przepraszam- nawet nie wiedziałam za co go przepraszam, ale było mi bardzo głupio.
-Nie będę robić z siebie jakiejś sieroty- powiedział parkując pod moim domem.
-Dzięki za podwózkę.
Wyszłam z samochodu mając nadzieję, że nie wrócę tam i nie przytulę go mocno. Codziennie, od dwóch miesięcy starałam się nie myśleć o Bieberze. Justin chyba też, bo przeniósł się na rozszerzoną matematykę. Spotykam się z Ericiem, jestem szczęśliwa, więc dlaczego mam wrażenie, że zrobiłam coś nie tak? To nie tak miało być.

wtorek, 17 grudnia 2013

pierwszy pocałunek

*Kate*
Usiadłam w środku srebrnego porsche rozkoszując się miękką skórą pode mną. Justin przekręcił kluczyk w stacyjce, a auto zawarczało jak dziki kot. Wyjeżdżając ze szkoły mijaliśmy zdziwione spojrzenia innych uczniów. ''Co ta nowa robi u Biebera w samochodzie?" Właśnie, co ja tutaj robię?
-Więc...- zaczął Justin
-Więc...
-Gdzie mieszkasz?- zapytał, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie powiedziałam mu w którą stronę ma jechać. Od razu podałam mu adres.
-Spokojna dzielnica. To nie dla mnie- powiedział puszczając w odtwarzaczu hip-hopowy kawałek.
-Big Sean?
-Drake, o boże. Jak możesz ich mylić?
-Nie wiem, jestem tylko dziewczyną jakbyś nie zauważył- rzuciłam krzywiąc się.
-Zauważyłem- powiedział Justin taksując mnie wzrokiem od dołu do góry.
Przewróciłam oczami, a on tylko się roześmiał. Otworzył okno i odpalił papierosa perfekcyjnie manewrując kierownicą.
Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod moim domem. Justin wyłączył silnik i obrócił się do mnie twarzą. Zrobiłam to samo i siedzieliśmy tak patrząc sobie w oczy. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
-Zabawna jesteś, shawty- powiedział uśmiechając się.
-Um, dzięki- powiedziałam zabierając torbę.
-Do zobaczenia- powiedział Justin przekręcając kluczyk.
Wkroczyłam do domu patrząc jak Matt całuje się z jakąś blond dziewczyną w korytarzu.
-Błagam, litości- powiedziałam idąc do mojego małego królestwa. Przecież jestem Księżniczką.

*Justin*
-Cześć, Justin- powiedział Jackson, kiedy przekroczyłem próg domu.
-Cześć, bracie. Nie ma mamy?
-Jest w łazience.
Przechodząc przez mały korytarz potargałem Jacksona po włosach, na co zaczął się śmiać. Powinienem posprzątać pokój, ale zupełnie się tym nie przejąłem.
Wziąłem prysznic, ubrałem się w szare jeansy, białą podkoszulkę i ruszyłem do kuchni. Wyciągnąłem z szafki płatki, zalałem je jogurtem i zacząłem jeść. Nagle poczułem wibracje w kieszeni. Spojrzałem na wyświetlacz mojego iPhone'a i dostrzegłem wiadomość od Alexy.
"Cześć, Kochanie. Odwiedzisz mnie dziś? <3". Boże, ta dziewczyna jest męcząca. Mimo tego, że nie jestem z Kate, źle się czuje grając na dwa fronty. Muszę to zakończyć, ale jeśli z Księżniczką mi nie wyjdzie?
"Nie jestem Twoim Kochaniem. Nie spotkamy się ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy. Życzę Ci szczęścia, Alexa".
Gdybym był nią, strzeliłbym mi w twarz. Skurwiel ze mnie, ale lepiej, żeby uświadomiła sobie teraz, że nic z tego nie będzie, niż żeby zobaczyła mnie z Kate.
Mój telefon zaczął znów wibrować i zobaczyłem, że dzwoni do mnie Alexa.
-Halo?- powiedziałem niepewnie.
-Ty kretynie. Myślisz, że będziesz mną tak sobie pomiatał? Nie jestem dziewczyną na raz. Nie myśl sobie, że Ci odpuszczę, Justin.
-O co Ci chodzi?
-O to, że zrywasz ze mną przez smsa!- pisnęła mi do telefonu.|
-Alexa, my nie byliśmy nawet razem. Cześć- powiedziałem i rozłączyłem się. Nie wiem co sobie wyobrażała, ale koniec ze złudzeniami.
Dokończyłem jeść płatki, kiedy mama weszła do kuchni. Jackson usiadł na przeciwko mnie przy stole i zaczął robić do mnie głupie miny. Odpowiedziałem mu tym samy, ale nie wytrzymałem i zacząłem się niekontrolowanie śmiać.
-Co Cię tak śmieszy, Justin?- zapytała mama zmywająć naczynia.
-Jackson  jest głupi- powiedziałem pokazując bratu język.
-Sam jesteś gupi. Ja jestem już dorosły, a Ty chodzisz do przedszkola.- powiedział prostując się na krześle i mrużąc oczy.
-Chyba Ci się coś pomyliło, maluchu- powiedziałem zabierając czerwonego snapa i wychodząc z domu- wrócę później, mamo!- krzyknąłem.
Usiadłem za kierownicą i jechałem do domu Kate. Zamierzam zabrać ją na prawdziwą randkę.

*Kate*
"Wyjdź z domu, Księżniczko". Odczytałam smsa i spojrzałam przez okno. Justin opierał się o bok swojego porsche paląc papierosa. Przebrałam się szybko w jeansy i fioletową koszulkę i wyszłam z domu.
-Powiedz mamie, że jestem na mieście- rzuciłam do Matta kiedy leżał pod telewizorem. Mruknął tylko coś w stylu "okej", ale ja już przechodziłam przez próg domu.
Nie wiedziałam co się dzieje. Godzinę temu widziałam się z Justinem, a on już jest pod moim domem. Ale żyje się raz.
Justin energicznym krokiem podszedł do mnie  i złapał mnie za ręce.
-Kate Collins, idziesz ze mna- powiedział ze śmiertelnie poważną miną.
-Co jest grane?
-Zabieram Cię do Starbucksa- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko, otwierając mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam czując, żę od uśmiechania się bolą mnie policzki. Czy to juz randka? Nie, potraktuję to jako przyjacielskie spotkanie.
Justin włączył silnik samochodu i ruszyliśmy.
-Jak tam popołudnie?- zapytał.
-Zdążyłam zjeść obiad.
-Nie martw się, ja też- powiedział.
Zatrzymaliśmy się na parkingu i weszliśmy do lokalu. W środku było mnóstwo ludzi, ale udało nam się znaleźć stolik. Zamówiłam kawę, a Justin poprosił herbatę z ciastkiem.
-Więc Kate. Jak Ci się podoba Los Angeles?- zapytał zakładajać czapkę tak, że daszek był z tyłu głowy.
-Jest okej. Zwiedziłam niewiele, ale wydaje się w porządku.
-Jeśli chcesz mogę oprowadzić Cię po mieście- zaproponował Justin.
-Tak serio, to nie chcę mi się nigdzie dzisiaj chodzić.
-W porządku.
-Opowiedz mi coś o sobie, Justin.
-Jestem Justin Bieber. Mam 19 lat i lubię grać w kosza. Czasem pobrzdąkam coś na gitarze.
-Grasz na gitarze?- zapytałam.
-Tak, a bo co?
-Uwielbiam muzyków- powiedziałam popijając kawę.
-To mam szczęście.

Rozmawialiśmy dwie godziny, ale niestety moja mama kazała mi wracać do domu. Kiedy Justin zatrzymał się pod moim domem chciałam od razu wysiąść z samochodu,a le powstrzymał mnie.
-Kate, poczekaj.
-Tak?- zapytałam.
Justin pochylił się nade mną i złożył na moich wargach pocałunek.Miał bardzo miękkie usta i pachniał malinową herbatą. Kiedy się ode mnie odsunął nie wiedziałam co powiedzieć.
- Do jutra, Księżniczko.
-Do jutra- wysiadłam z samochodu i cała drogę do mojego pokoju chichotałam jak wariatka.

wtorek, 10 grudnia 2013

to już miłość

Weszłam do domu cały czas trzymając telefon w ręku bojąc się, że coś przegapię. Ruszyłam do swojego pokoju unikając spotkania z rodzicami. Była już 22, a ja rano miałam szkołę. Niestety, przeliczyłam swoje możliwości i wpadłam na mamę w przedpokoju.
-Gdzie byłaś cały dzień?- zapytała opierając się o framugę drzwi ze złowrogim wyrazem twarzy.
-Byłam na mieście z Alice, przecież wam mówiłam- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.
-No okej, ale nie spodziewałam się, że spędzisz cały dzień poza domem nie dając żadnego znaku życia. Wiesz jak ja się bałam? Przecież w ogóle nie znasz miasta.
-Ale Alice zna- powiedziałam coraz bardziej poirytowana. Nie miałam przecież ośmiu lat.
-Mogłaś się zgubić.
-Dobrze, przepraszam. Mogę iść już do siebie?- zapytałam przewracając oczami. Nadopiekuńcze mamy potrafią być naprawdę denerwujące.
-Idź.
Powlokłam się na piętro zapominając kompletnie o Justinie. Marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć. Weszłam pod prysznic i pod wpływem gorącej wody rozluźniłam wszystkie mięśnie. Stałam pod strumieniem i rozplątywałam splątane włosy.
Zastanawiałam  się co teraz będzie. Przyzwyczaję się do nowego życia? Z jednej strony chcę wrócić do przyjaciół, dziadków, do Waszyngtonu, ale z drugiej wiedziałam, że na początku zawsze jest trudno, ale później jest lepiej. Już znalazłam nową koleżankę, ale i tak nie wybaczę jej tego, że wrobiła mnie w te spotkanie z Justinem. Ale gdyby nie ona, pewnie nigdy nie miałby mojego numeru w telefonie.
Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżko, kiedy usłyszałam wibracje mojego iPhone’a na szafce nocnej. Rzuciłam się na szafkę jak szaleniec. Prawie się zabiłam, ale  musiałam sprawdzić czy to Justin.
O mały włos nie krzyknęłam ze szczęścia, kiedy odczytałam wiadomość. „do zobaczenia na matematyce ;)”. Wydałam z siebie masę niekontrolowanych dźwięków. Justin. Bieber. Do. Mnie. Napisał. Takimi myślami robiłam z niego jakąś gwiazdę, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Dla mnie on wygląda jak gwiazda.
Myślałam nad tym co odpisać. W końcu zdecydowałam się na zwykłe „do jutra
”.
Odłożyłam telefon i zasnęłam myśląc o jutrzejszym dniu i Justinie czekającym na mnie  w ławce.

Szłam w stronę klasy, kiedy usłyszałam szybkie kroki zmierzające w moją stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina podążającego w moim kierunku.
Miał na sobie szarą bluzę i nisko opuszczone czarne spodnie, a na nogach czarne adidasy za kostkę. Musiałam przyznać, że wyglądał bardzo pociągająco w  zestawie z jego seksownym wzrokiem.
-Cześć, Księżniczko. Jak się spało?- zapytał stając na równi ze mną.
-A więc teraz jestem księżniczką? Spało się dobrze, nie mogę narzekać- powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Za 5 minut zaczynają się zajęcia.
-Tak, jesteś Księżniczką. Mogę być Twoim Księciem, jeśli tylko chcesz- powiedział poprawiając luźno zwisający plecak z jego lewego ramienia.
Zaczerwieniłam się aż po same uszy. Ja Księżniczką Justina Biebera, o boże.
-Chodźmy do sali, bo się spóźnimy. Porozmawiamy na matematyce.
-Czyli teraz zamierzasz olewać matematykę rozmawiając ze mną zamiast uważać na lekcji? Nieładnie- rzekł Justin, a ja tylko się uśmiechnęłam i weszłam do środka.
Nauczyciela jeszcze nie było, ale po chwili Pan Brown wkroczył do klasy. Odprowadziłam mojego „księcia” wzrokiem i usiadłam w ławce obok Jacka.
-Cześć- powiedziałam do niego, kiedy pochylał się nad swoimi notatkami. Najwyraźniej bał się, że Brown wywoła go do odpowiedzi.
-Um, hej- odpowiedział Jack spoglądając na mnie przelotnie.
Rozpakowałam się, a lekcja została rozpoczęta. Przez całe 45 minut angielskiego rysowałam po okładce zeszytu zupełnie nie zważając na słowa nauczyciela. Czekałam kiedy minie ta lekcja i rozpocznie się upragniona matematyka z Bieberem u boku.

Usiadłam w ostatniej ławce mijając spojrzenia pozostałej części klasy. Wyciągnęłam podręcznik i zeszyt, kiedy niespodziewanie Justin siedział już obok mnie. Wyczułam zapach papierosów, ale tym razem już bez śladu damskich perfum. Alexy chyba nie było dzisiaj w szkole, bo nie widziałam jej na poprzedniej lekcji.
-Hej- powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Jakaś radosna jesteś dzisiaj- zauważył Justin wyciągając zeszyt.
-Zawsze jestem uśmiechnięta.
-Wczoraj nie byłaś.
-Zdziwiłbyś się widząc mnie po powrocie z boiska- powiedziałam i od razu ugryzłam się w język. Po co to powiedziałam?! Ale ze mnie pustak. Od razu zalała mnie fala gorąca. Miałam wrażenie, że moja twarz przybrała kolor purpury. Justin zaczął uroczo chichotać. Jego chichot jest naprawdę uroczy. Mogłabym go słuchać cały czas.
-Kate, cieszę się, że doprowadziłem Cię do takiego stanu.
Nic nie odpowiedziałam, bo w tym momencie nauczyciel, którego mina wskazywała raczej na to, że jest tu za karę, podyktował temat lekcji. Już miałam zacząć temat do rozmowy, kiedy Justin został wezwany do tablicy. Prawie umarłam ze strachu, że mnie też to czeka, a Justin po prostu podszedł do tablicy, napisał kilka wzorów, coś tam nazmyślał i dostał trójkę. Tak jakby od niechcenia. Matma to dla mnie czarna magia, ale Bieber podchodzi do wszystkiego na luzie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy zajął miejsce obok mnie, już  nikt nie został poproszony do odpowiedzi, na co odetchnęłam z ulgą.
-Tak to się robi, Księżniczko- powiedział Justin. Dalej nie mogłam się przyzwyczaić do miana Księżniczki.
-Brawo, teraz możesz się chełpić tą naciąganą tróją.
-Co byś powiedziała, gdybym odwiózł Cie dzisiaj do domu?- zapytał.
-W sumie okej. Będę się lansować w Twoim porsche- powiedziałam uśmiechając się po raz tysięczny.
Justin poprawił swoją idealnie postawioną grzywkę.
-swag- powiedział, na co się roześmialiśmy.

*Justin*
-Jay, Ty frajerze- usłyszałem od Chada, na co się zaśmiałem.
-Co jest, bro?- zapytałem.
Chad właśnie podpalał sobie papierosa, a ja stałem z moim w lewej ręce. Czekała nas tylko jedna lekcja, wf. Jak dobrze, że tylko to.
-Jak tam z Kate?
-A co ma być?- zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi. Wczoraj całą noc o niej myślałem, jest niesamowita.
-Cała paczka plotkuje o waszych śmiechach i chichotach na lekcji. To już miłość, mówię Ci.
-Cała paczka, czyli Ty i Trish?- zapytałem grzebiąc w telefonie, żeby tylko na niego nie patrzeć. Sprawdzałem wiadomości i natrafiłem na smsa od Kate. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
-Justin, Ty się uśmiechasz do telefonu! Zakochałeś się! O kurwa, nie wierzę, że to się dzieję naprawdę.- powiedział Chad, jakbym co najmniej popełnił jakąś zbrodnię.
-Stul pysk, kretynie. Pojebało Cię? Znamy się jeden dzień, a Ty mi z takim czymś wyskakujesz.
-Najwyraźniej jeden dzień wystarczył.
Rzuciłem niedopałka na ziemię i ruszyłem do szkoły.
-Jesteś nienormalny- rzuciłem przez ramie, a on tylko się zaśmiał.
Wszedłem do szkoły i kierowałem się korytarzem w stronę sali gimnastycznej . Po drodze mijałem mnóstwo dziewczyn i każda z nich posłała mi uśmiech. Pomimo tego, że normalnie mi to schlebia, teraz czułem się jak ostatnia szmata. Wielbiony tylko za to jak wyglądam, nie za to jaki jestem. Byłem przekonany, że gdybym podszedł do którejś z dziewczyn i powiedział „Jesteś beznadziejna, umówisz się ze mną?” ona i tak zgodziłaby się bez wahania. Typowe laski z Los Angeles.

Wf minął mi jak zawsze szybko. Graliśmy w kosza, porzucałem trochę, pośmialiśmy się i bach, dzwonek.
Kiedy się przebrałem poszedłem po mój samochód. Zaparkowałem przed wejściem do szkoły i czekałem na Kate opierając się o drzwiczki pasażera. Kiedy schodziła po głownych schodach rzuciłem:
-Cześć, Księżniczko.
A ona uroczo zachichotała rumieniąc się.