Spojrzałam
na swój plan lekcji i stwierdziłam, że nie jest tak źle. Angielski jest
pierwszy. O boże, mam dzisiaj wf. Tego bałam się najbardziej. Pewnie cała klasa
będzie się śmiał z moich ,,wybitnych zdolności’’. Wychowanie fizyczne w moim
wykonaniu to jakaś porażka.
Musiałam udać się na drugie piętro szkoły. Miałam zajęcia z Panem Brownem.
Kiedy mijałam grupkę uczniów znowu zauważyłam, że jestem tematem rozmów. ,,Dasz
radę’’- pomyślałam sobie i poprawiłam moje włosy w kolorze czekolady.
Kiedy weszłam do klasy, od razu powitał mnie gwar rozmów i widok nauczyciela
majstrującego przy komputerze. Brown wyglądał jak typowy nauczyciel
angielskiego bez życia. Był niski, za nadwagą i postępującą łysiną. Pewnie
jeszcze mieszkał z mamą, jaka beznadzieja.
-Dzień dobry- powiedziałam głośno, na co wszyscy ucichli zaciekawieni moją
osobą.
-Witaj, domyślam się, że jesteś nową uczennicą. Przedstaw się wszystkim,
proszę.
Stanęłam na środku klasy i już miałam zacząć mówić, kiedy zauważyłam jak Justin
oparł brodę o złożone ręce i przygląda mi się uważnie, uśmiechając się od ucha
do ucha. Poczułam, że na moją twarz wstępuje fala gorąca przez
to, co stało się przed szkołą.
Spuściłam z niego wzrok i zaczęłam mówić:
-Jestem Kate i przyjechałam tutaj z Waszyngtonu- uczniowie zaczęli mówić do
siebie po cichu i zrobiłam się czerwona jak burak.
-Powiedz, Kate, jaki masz stosunek do języka angielskiego?- zapytał Brown.
-Jest okej, lubię ten przedmiot- odpowiedziałam od niechcenia.
-Doskonale. Macie może jakieś pytania do nowej koleżanki?- zwrócił się do
klasy.
-Jesteś wolna?- krzyknął ktoś z tyłu, na co klasa wybuchła śmiechem, a ja
zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona (o ile to w ogóle możliwe).
Usiadłam w pierwszej lepszej ławce, nawet nie patrząc kto jest obok.
Wyciągnęłam zeszyt z torby i zaczęłam nerwowo skubać paznokcie.
Boże, taki wstyd. I do tego Justin jest ze mną w klasie. Nie wiedziałam czy
raczej powinnam rozpaczać czy się cieszyć. Postanowiłam, że nie będę zwracać
uwagi na szmery wokół mnie. Za chwilę
moja obecność nie będzie nikogo dziwić czy szokować. Muszę tylko poczekać tylko
kilka dni zaciskając zęby.
-Cześć, jestem Jack- odezwał się ktoś obok mnie. Głos miał niski i ochrypły. Wszyscy
z Los Angeles mają takie seksowne głosy!? Chwilę zajęło mi uświadomienie sobie,
że powinnam się przedstawić. Udawałam, że uważnie słucham wykładu Pana Browna i
odpowiedziałam do sąsiada zwykłe:
-Cześć.
Chyba zrozumiał, że nie mam ochoty na pogaduchy w trakcie lekcji, bo kiwnął
tylko głową i zaczął gryzmolić coś na
okładce zeszytu.
Próbowałam skupić się na twórczości Shakespeare’a, ale cały czas czułam na
sobie czyjś świdrujący wzrok. ,,Dość tego’’- pomyślałam i odwróciłam się, by
zobaczyć, że tylko jedna osoba nie notuje, ale wpatruje się we mnie zawzięcie.
Był to Justin Bieber. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko ukazując słodki
dołeczek po prawej stronie. Przewróciłam tylko oczami i wróciłam do mojej
poprzedniej pozycji, żeby nie zostać wywołaną do odpowiedzi.
Jack spojrzał na mnie w tym samy momencie, kiedy zadzwonił dzwonek
sygnalizujący koniec lekcji. Spojrzałam na niego i stwierdziłam, że jest bardzo
przystojny. Niebieski oczy zasłonięte były przez czarne nerdy. Blond włosy
opadały mu na oczy, przez co cały czas poprawiał grzywkę, a uśmiech dodawał mu
tylko urody.
Zauważył jak mu się przyglądam, zaśmiał się cicho i powiedział:
-Przestań, bo się zarumienię- powiedział poruszając brwiami w górę i w dół.
Spiekłam raka, spakowałam się szybko, wyszłam z klasy, a on za mną.
Nie chciałam patrzeć na niego zbyt często, bo by sobie jeszcze pomyślał, że mi
się podoba, dlatego zaczęłam rozglądać się za Alice. Nie mogłam jej dostrzec,
ale moje oczy same powędrowały w kierunku Justina. Wychodził z kolegami z
zapalniczką w dłoni. A więc pali
papierosy?
Jack zauważył na kogo patrzę i powiedział zaciskając nerwowo szczękę:
-Boże, jak ten Bieber mnie denerwuje.
-Dlaczego?- zapytałam zaciekawiona.
-Nie wiem co dziewczyny w nim takiego widzą. Tani frajer i podrywacz. Alexa się
go uczepiła, ale za chwilę mu się znudzi i zastąpi ją inną naiwną. Lepiej
trzymaj się od niego z daleka.
-Bo co?- spytałam poirytowana. Znam kolesia pół godziny, a on już chce układać
mi życie.
-Bo nie chcę, żeby jakaś dziewczyna przez niego cierpiała. Szkoda mi ich
wszystkich.
Mijałyśmy dwie dziewczyny, które chichotały i uśmiechały się do Jacka.
-Lepiej, żeby dziewczyny przychodziły do Ciebie zamiast do Justina?- zapytałam
sarkastycznie.
-Nie obraziłbym się- odpowiedział uśmiechając się do mnie. Chyba mam szczęście,
że z nim rozmawiam.
-Co masz teraz?- zapytałam podchodząc do sali.
-Francuski, a Ty?
-Matematykę- rzekłam wskazując na drzwi.
-W takim razie do zobaczenia.- krzyknął machając mi odchodząc i weszłam do
klasy chwilę przed dzwonkiem.
Usiadłam w pustej ławce na końcu sali. Wyjęłam zeszyt oraz podręcznik do
matematyki i rozsiadłam się wygodnie, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję. Szukając długopisu w torbie, nie zauważyłam,
że ktoś podszedł gdyby nie to, że chrząknął.
jeju *.* <3
OdpowiedzUsuń