sobota, 16 listopada 2013

oczami Justina

-Justin, Kochanie, dlaczego się nie śmiejesz?- zapytała Alexa wpatrując się we mnie tymi swoimi maślanymi oczami, które działały na mnie jak magnes.
Staliśmy na parkingu jak oddział wojska ruszający na wojnę. Tyle, że żadnej wojny nie było. Jeszcze.
-A jest się z czego śmiać? Poniedziałek, ahaha. Zabawne- powiedziałem przewracając oczami i wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni paczkę papierosów. Powinienem rzucić to świństwo, ale nie potrafię. 3 lata palenia robi swoje.
Rozejrzałem się dookoła zanim odpaliłem papierosa w poszukiwaniu ewentualnego zagrożenia ze strony nauczycieli. Ale w sumie, co oni mi mogą zrobić? Nic. Banda nieudaczników.
Alexa i Jordan opierały się o maskę mojego srebrnego porsche, a Chad razem z Bradem stali z Caroline i Trish obok ich wozów. 8 godzin w szkole w ich towarzystwie trochę mnie przerastało. Czułem się pupilkiem Alexy, trochę jak dodatek. Jest ładna i… jest ładna. Chciałbym robić co chcę, olać tą szkołę, wszystko dookoła, ale nie mogę. Życie ma wobec mnie plan. Uhu, ciekawe jaki. Mam to gdzieś.
-Bro, jedziemy na plac?- zapytał Chad odciągając mnie od moich myśli. Chad jest moim przyjacielem od przedszkola, trochę jak brat. Jest świetny, ale też męczący. Czasem potrafi działać na nerwy.
-Okej, tylko muszę skoczyć na chwilę do domu. Wracasz ze mną czy z Trish?- zapytałem i zabawnie poruszyłem brwiami w górę i  w dół.
-Odpierdol się, Bieber- powiedział Chad wsiadając już do mojego wozu. Zaśmiałem się tylko i usiadłem za kierownicą mojego nowiutkiego auta. Prezent od ojca, chociaż tyle z niego dobrego.
Już przekręcałem kluczyk kiedy usłyszałem pukanie w okno. Odwróciłem się i zobaczyłem jak wiatr rozwiewa czarne włosy Alexy. Obojętnie otworzyłem okno.
-Nie pożegnasz się ze mną?- zapytała
- Na razie,  Alex- odpowiedziałem i ruszyłem widząc w tylnym lusterku jak się krzywi z gniewu. Nie jest moją dziewczyną, nie mam zamiaru mówić jej słodkich słówek i cmokać ją w usta. Miłość nie istnieje, więc takie demonstracje są zbędne.
-Jay, nie przeginasz? W końcu się odczepi i nie będziesz miał nikogo, kto będzie wzdychał i chodził za Tobą jak cień- powiedział mój przyjaciel odpalając papierosa.
-Ta, bo to jest takie fascynujące. I nie martw się, jakaś się trafi, żeby załagodzić moje cierpiące serce po zbliżającej się stracie Alexy.
-To po co w ogóle zaczynasz?
-Laski lubią niedostępnych chłopców, nad którymi muszą trochę popracować. I na odwrót.
-Uu, Profesor Związek się uaktywnia- powiedział Chad na co oboje zaśmialiśmy się zagłuszając  kawałek Drake’a w tle. Ksywkę ,,Profesor Związek’’ Chad nadał mi, kiedy mając 14 lat dawałem mu rady dotyczące kobiet. Żenada.
-A właśnie. Nie pochwaliłeś mi się jeszcze. Dotarliście z Trish do ostatniej bazy?
-Przestań, nie jestem taki. W ogóle, dlaczego mówimy o mnie i Trish. Jak tam ta nowa? – zapytał Chad na co się zdenerwowałem.
Od rana nie daje mi z nią spokoju. Mogłem w ogóle nie dosiadać się do niej na matmie, tylko wyszły z tego problemu. A jak Alexa się dowiedziała, zrobiła mi straszną awanturę. Ale w sumie za co? Oni są jacyś dziwni.
Kate. Ładna jest. Jestem beznadziejny.
-A co ma z nią być?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie wymijając ciężarówkę.
-O boże, nie udawaj. Wiem, że Ci się podoba- powiedział i szturchnął mnie w ramie. Miałem ochotę wybić mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
-Mogłem przestać w ogóle do szkoły. Nie byłoby takich sytuacji jak ta przed wejściem.
 Przez głupotę moją i Chada nie zdaliśmy dwa razy, bo jak debile liczyliśmy na to, że rodzice przepiszą mnie do szkoły z internatem w innym mieście. Niestety ta akcja się nie udała, a my mamy dwa lata w plecy. Super.
-Fakt, dziewczyna sama wpadła Ci w ramiona. To znak.
-Taki znak, że Kate nie umie chodzić- powiedziałem parkując pod moim  domem.
Wziąłem torbę z tylnego siedzenia samochodu i ruszyłem w stronę drzwi. Jeżeli lubicie wracać do domu, zazdroszczę wam, serio. Jestem tam tylko wtedy, kiedy muszę, czyli w nocy.
Wszedłem do domu i od razu, nawet nie patrząc na brata albo mamę, ruszyłem do mojego pokoju. Plecak rzuciłem na łóżko i otworzyłem szafę w poszukiwaniu czegoś sensownego do ubrania. Kiedy zakładałem białą koszulkę i szukałem czarnego snapa, do pokoju weszła moja mama.
-Nie wiesz, że się puka?- zapytałem już zdenerwowany. Śpieszyłem się, a pewnie zaraz usłyszę wykład na temat tego jak bardzo złym jestem synem. Pattie stanęła w drzwiach i nie spuszczała ze mnie oczu. Udałem, że szukam czegoś w szafie, byle by tylko nie widzieć rozczarowania w tych oczach.
-Gdzie się wybierasz? Może byś chociaż raz został w domu?
-Po co?
-Bo to Twój dom! Ciągle jesteś gdzieś na zewnątrz, nigdy z nami.
To prawda, ale nie widziałem głębszego sensu w siedzeniu w domu. Mój ojciec to prawdziwy skurwiel. Do późna pracuję, chociaż te jego nadgodziny to pewnie ściema. Mamy podobnie zaborcze charaktery, dlatego w ogóle się nie dogadujemy. Ale jakoś nie ubolewam nad tym.
-To nie jest dom, to puszka. Najlepiej by było, gdybym ciągle siedział w domu z Jaxonem, prawda? Mamo, śpieszę się.
Wyminąłem ją w drzwiach i już miałem wychodzić, kiedy usłyszałem jak mama wchodzi we framugę drzwi wejściowych, tym samym nie pozwalając mi wyjść.
-Kurwa, odejdź!
Pattie chyba się przestraszyła, że mogę ją uderzyć, czy coś w tym rodzaju, bo ostrożnie poszła w stronę kuchni ze łzami w oczach. Ciężko mi było w takich sytuacjach. Kocham ją, ale w domu czuję się najgorzej. Zamknięty i otoczony kłębami problemów i dymu papierosowego. Wolę odreagować to na boisku, albo jointem. Obejrzałem się tylko za nią i trzasnąłem drzwiami ze zdenerwowania.
Wsiadłem do samochodu odpalając papierosa już na podjeździe. Chad grzebał w swoim telefonie, zupełnie nieświadomy mojego humoru.
-Szykujesz się jak panienka- powiedział pisząc sms, pewnie do Trish. Cieszyłem się, że Chad ma swoją miłość, ale ja czułem się fatalnie nie zaznając jej jeszcze.
Nie odpowiedziałem tylko zgasiłem papierosa i zapaliłem silnik samochodu. Porsche zawarczało jak dziki kot. Piękna bryka. Dojechaliśmy na plac i od razu wysiadłem, żeby zdjąć koszulkę i złapać za piłkę do kosza.
Uwielbiam koszykówkę.

2 komentarze: