Weszłam do
domu cały czas trzymając telefon w ręku bojąc się, że coś przegapię. Ruszyłam do
swojego pokoju unikając spotkania z rodzicami. Była już 22, a ja rano miałam
szkołę. Niestety, przeliczyłam swoje możliwości i wpadłam na mamę w
przedpokoju.
-Gdzie byłaś cały dzień?- zapytała opierając się o framugę drzwi ze złowrogim wyrazem twarzy.
-Byłam na mieście z Alice, przecież wam mówiłam- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.
-No okej, ale nie spodziewałam się, że spędzisz cały dzień poza domem nie dając żadnego znaku życia. Wiesz jak ja się bałam? Przecież w ogóle nie znasz miasta.
-Ale Alice zna- powiedziałam coraz bardziej poirytowana. Nie miałam przecież ośmiu lat.
-Mogłaś się zgubić.
-Dobrze, przepraszam. Mogę iść już do siebie?- zapytałam przewracając oczami. Nadopiekuńcze mamy potrafią być naprawdę denerwujące.
-Idź.
Powlokłam się na piętro zapominając kompletnie o Justinie. Marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć. Weszłam pod prysznic i pod wpływem gorącej wody rozluźniłam wszystkie mięśnie. Stałam pod strumieniem i rozplątywałam splątane włosy.
Zastanawiałam się co teraz będzie. Przyzwyczaję się do nowego życia? Z jednej strony chcę wrócić do przyjaciół, dziadków, do Waszyngtonu, ale z drugiej wiedziałam, że na początku zawsze jest trudno, ale później jest lepiej. Już znalazłam nową koleżankę, ale i tak nie wybaczę jej tego, że wrobiła mnie w te spotkanie z Justinem. Ale gdyby nie ona, pewnie nigdy nie miałby mojego numeru w telefonie.
Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżko, kiedy usłyszałam wibracje mojego iPhone’a na szafce nocnej. Rzuciłam się na szafkę jak szaleniec. Prawie się zabiłam, ale musiałam sprawdzić czy to Justin.
O mały włos nie krzyknęłam ze szczęścia, kiedy odczytałam wiadomość. „do zobaczenia na matematyce ;)”. Wydałam z siebie masę niekontrolowanych dźwięków. Justin. Bieber. Do. Mnie. Napisał. Takimi myślami robiłam z niego jakąś gwiazdę, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Dla mnie on wygląda jak gwiazda.
Myślałam nad tym co odpisać. W końcu zdecydowałam się na zwykłe „do jutra ”.
Odłożyłam telefon i zasnęłam myśląc o jutrzejszym dniu i Justinie czekającym na mnie w ławce.
Szłam w stronę klasy, kiedy usłyszałam szybkie kroki zmierzające w moją stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina podążającego w moim kierunku.
Miał na sobie szarą bluzę i nisko opuszczone czarne spodnie, a na nogach czarne adidasy za kostkę. Musiałam przyznać, że wyglądał bardzo pociągająco w zestawie z jego seksownym wzrokiem.
-Cześć, Księżniczko. Jak się spało?- zapytał stając na równi ze mną.
-A więc teraz jestem księżniczką? Spało się dobrze, nie mogę narzekać- powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Za 5 minut zaczynają się zajęcia.
-Tak, jesteś Księżniczką. Mogę być Twoim Księciem, jeśli tylko chcesz- powiedział poprawiając luźno zwisający plecak z jego lewego ramienia.
Zaczerwieniłam się aż po same uszy. Ja Księżniczką Justina Biebera, o boże.
-Chodźmy do sali, bo się spóźnimy. Porozmawiamy na matematyce.
-Czyli teraz zamierzasz olewać matematykę rozmawiając ze mną zamiast uważać na lekcji? Nieładnie- rzekł Justin, a ja tylko się uśmiechnęłam i weszłam do środka.
Nauczyciela jeszcze nie było, ale po chwili Pan Brown wkroczył do klasy. Odprowadziłam mojego „księcia” wzrokiem i usiadłam w ławce obok Jacka.
-Cześć- powiedziałam do niego, kiedy pochylał się nad swoimi notatkami. Najwyraźniej bał się, że Brown wywoła go do odpowiedzi.
-Um, hej- odpowiedział Jack spoglądając na mnie przelotnie.
Rozpakowałam się, a lekcja została rozpoczęta. Przez całe 45 minut angielskiego rysowałam po okładce zeszytu zupełnie nie zważając na słowa nauczyciela. Czekałam kiedy minie ta lekcja i rozpocznie się upragniona matematyka z Bieberem u boku.
Usiadłam w ostatniej ławce mijając spojrzenia pozostałej części klasy. Wyciągnęłam podręcznik i zeszyt, kiedy niespodziewanie Justin siedział już obok mnie. Wyczułam zapach papierosów, ale tym razem już bez śladu damskich perfum. Alexy chyba nie było dzisiaj w szkole, bo nie widziałam jej na poprzedniej lekcji.
-Hej- powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Jakaś radosna jesteś dzisiaj- zauważył Justin wyciągając zeszyt.
-Zawsze jestem uśmiechnięta.
-Wczoraj nie byłaś.
-Zdziwiłbyś się widząc mnie po powrocie z boiska- powiedziałam i od razu ugryzłam się w język. Po co to powiedziałam?! Ale ze mnie pustak. Od razu zalała mnie fala gorąca. Miałam wrażenie, że moja twarz przybrała kolor purpury. Justin zaczął uroczo chichotać. Jego chichot jest naprawdę uroczy. Mogłabym go słuchać cały czas.
-Kate, cieszę się, że doprowadziłem Cię do takiego stanu.
Nic nie odpowiedziałam, bo w tym momencie nauczyciel, którego mina wskazywała raczej na to, że jest tu za karę, podyktował temat lekcji. Już miałam zacząć temat do rozmowy, kiedy Justin został wezwany do tablicy. Prawie umarłam ze strachu, że mnie też to czeka, a Justin po prostu podszedł do tablicy, napisał kilka wzorów, coś tam nazmyślał i dostał trójkę. Tak jakby od niechcenia. Matma to dla mnie czarna magia, ale Bieber podchodzi do wszystkiego na luzie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy zajął miejsce obok mnie, już nikt nie został poproszony do odpowiedzi, na co odetchnęłam z ulgą.
-Tak to się robi, Księżniczko- powiedział Justin. Dalej nie mogłam się przyzwyczaić do miana Księżniczki.
-Brawo, teraz możesz się chełpić tą naciąganą tróją.
-Co byś powiedziała, gdybym odwiózł Cie dzisiaj do domu?- zapytał.
-W sumie okej. Będę się lansować w Twoim porsche- powiedziałam uśmiechając się po raz tysięczny.
Justin poprawił swoją idealnie postawioną grzywkę.
-swag- powiedział, na co się roześmialiśmy.
*Justin*
-Jay, Ty frajerze- usłyszałem od Chada, na co się zaśmiałem.
-Co jest, bro?- zapytałem.
Chad właśnie podpalał sobie papierosa, a ja stałem z moim w lewej ręce. Czekała nas tylko jedna lekcja, wf. Jak dobrze, że tylko to.
-Jak tam z Kate?
-A co ma być?- zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi. Wczoraj całą noc o niej myślałem, jest niesamowita.
-Cała paczka plotkuje o waszych śmiechach i chichotach na lekcji. To już miłość, mówię Ci.
-Cała paczka, czyli Ty i Trish?- zapytałem grzebiąc w telefonie, żeby tylko na niego nie patrzeć. Sprawdzałem wiadomości i natrafiłem na smsa od Kate. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
-Justin, Ty się uśmiechasz do telefonu! Zakochałeś się! O kurwa, nie wierzę, że to się dzieję naprawdę.- powiedział Chad, jakbym co najmniej popełnił jakąś zbrodnię.
-Stul pysk, kretynie. Pojebało Cię? Znamy się jeden dzień, a Ty mi z takim czymś wyskakujesz.
-Najwyraźniej jeden dzień wystarczył.
Rzuciłem niedopałka na ziemię i ruszyłem do szkoły.
-Jesteś nienormalny- rzuciłem przez ramie, a on tylko się zaśmiał.
Wszedłem do szkoły i kierowałem się korytarzem w stronę sali gimnastycznej . Po drodze mijałem mnóstwo dziewczyn i każda z nich posłała mi uśmiech. Pomimo tego, że normalnie mi to schlebia, teraz czułem się jak ostatnia szmata. Wielbiony tylko za to jak wyglądam, nie za to jaki jestem. Byłem przekonany, że gdybym podszedł do którejś z dziewczyn i powiedział „Jesteś beznadziejna, umówisz się ze mną?” ona i tak zgodziłaby się bez wahania. Typowe laski z Los Angeles.
Wf minął mi jak zawsze szybko. Graliśmy w kosza, porzucałem trochę, pośmialiśmy się i bach, dzwonek.
Kiedy się przebrałem poszedłem po mój samochód. Zaparkowałem przed wejściem do szkoły i czekałem na Kate opierając się o drzwiczki pasażera. Kiedy schodziła po głownych schodach rzuciłem:
-Cześć, Księżniczko.
A ona uroczo zachichotała rumieniąc się.
-Gdzie byłaś cały dzień?- zapytała opierając się o framugę drzwi ze złowrogim wyrazem twarzy.
-Byłam na mieście z Alice, przecież wam mówiłam- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.
-No okej, ale nie spodziewałam się, że spędzisz cały dzień poza domem nie dając żadnego znaku życia. Wiesz jak ja się bałam? Przecież w ogóle nie znasz miasta.
-Ale Alice zna- powiedziałam coraz bardziej poirytowana. Nie miałam przecież ośmiu lat.
-Mogłaś się zgubić.
-Dobrze, przepraszam. Mogę iść już do siebie?- zapytałam przewracając oczami. Nadopiekuńcze mamy potrafią być naprawdę denerwujące.
-Idź.
Powlokłam się na piętro zapominając kompletnie o Justinie. Marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć. Weszłam pod prysznic i pod wpływem gorącej wody rozluźniłam wszystkie mięśnie. Stałam pod strumieniem i rozplątywałam splątane włosy.
Zastanawiałam się co teraz będzie. Przyzwyczaję się do nowego życia? Z jednej strony chcę wrócić do przyjaciół, dziadków, do Waszyngtonu, ale z drugiej wiedziałam, że na początku zawsze jest trudno, ale później jest lepiej. Już znalazłam nową koleżankę, ale i tak nie wybaczę jej tego, że wrobiła mnie w te spotkanie z Justinem. Ale gdyby nie ona, pewnie nigdy nie miałby mojego numeru w telefonie.
Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżko, kiedy usłyszałam wibracje mojego iPhone’a na szafce nocnej. Rzuciłam się na szafkę jak szaleniec. Prawie się zabiłam, ale musiałam sprawdzić czy to Justin.
O mały włos nie krzyknęłam ze szczęścia, kiedy odczytałam wiadomość. „do zobaczenia na matematyce ;)”. Wydałam z siebie masę niekontrolowanych dźwięków. Justin. Bieber. Do. Mnie. Napisał. Takimi myślami robiłam z niego jakąś gwiazdę, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Dla mnie on wygląda jak gwiazda.
Myślałam nad tym co odpisać. W końcu zdecydowałam się na zwykłe „do jutra ”.
Odłożyłam telefon i zasnęłam myśląc o jutrzejszym dniu i Justinie czekającym na mnie w ławce.
Szłam w stronę klasy, kiedy usłyszałam szybkie kroki zmierzające w moją stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina podążającego w moim kierunku.
Miał na sobie szarą bluzę i nisko opuszczone czarne spodnie, a na nogach czarne adidasy za kostkę. Musiałam przyznać, że wyglądał bardzo pociągająco w zestawie z jego seksownym wzrokiem.
-Cześć, Księżniczko. Jak się spało?- zapytał stając na równi ze mną.
-A więc teraz jestem księżniczką? Spało się dobrze, nie mogę narzekać- powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Za 5 minut zaczynają się zajęcia.
-Tak, jesteś Księżniczką. Mogę być Twoim Księciem, jeśli tylko chcesz- powiedział poprawiając luźno zwisający plecak z jego lewego ramienia.
Zaczerwieniłam się aż po same uszy. Ja Księżniczką Justina Biebera, o boże.
-Chodźmy do sali, bo się spóźnimy. Porozmawiamy na matematyce.
-Czyli teraz zamierzasz olewać matematykę rozmawiając ze mną zamiast uważać na lekcji? Nieładnie- rzekł Justin, a ja tylko się uśmiechnęłam i weszłam do środka.
Nauczyciela jeszcze nie było, ale po chwili Pan Brown wkroczył do klasy. Odprowadziłam mojego „księcia” wzrokiem i usiadłam w ławce obok Jacka.
-Cześć- powiedziałam do niego, kiedy pochylał się nad swoimi notatkami. Najwyraźniej bał się, że Brown wywoła go do odpowiedzi.
-Um, hej- odpowiedział Jack spoglądając na mnie przelotnie.
Rozpakowałam się, a lekcja została rozpoczęta. Przez całe 45 minut angielskiego rysowałam po okładce zeszytu zupełnie nie zważając na słowa nauczyciela. Czekałam kiedy minie ta lekcja i rozpocznie się upragniona matematyka z Bieberem u boku.
Usiadłam w ostatniej ławce mijając spojrzenia pozostałej części klasy. Wyciągnęłam podręcznik i zeszyt, kiedy niespodziewanie Justin siedział już obok mnie. Wyczułam zapach papierosów, ale tym razem już bez śladu damskich perfum. Alexy chyba nie było dzisiaj w szkole, bo nie widziałam jej na poprzedniej lekcji.
-Hej- powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Jakaś radosna jesteś dzisiaj- zauważył Justin wyciągając zeszyt.
-Zawsze jestem uśmiechnięta.
-Wczoraj nie byłaś.
-Zdziwiłbyś się widząc mnie po powrocie z boiska- powiedziałam i od razu ugryzłam się w język. Po co to powiedziałam?! Ale ze mnie pustak. Od razu zalała mnie fala gorąca. Miałam wrażenie, że moja twarz przybrała kolor purpury. Justin zaczął uroczo chichotać. Jego chichot jest naprawdę uroczy. Mogłabym go słuchać cały czas.
-Kate, cieszę się, że doprowadziłem Cię do takiego stanu.
Nic nie odpowiedziałam, bo w tym momencie nauczyciel, którego mina wskazywała raczej na to, że jest tu za karę, podyktował temat lekcji. Już miałam zacząć temat do rozmowy, kiedy Justin został wezwany do tablicy. Prawie umarłam ze strachu, że mnie też to czeka, a Justin po prostu podszedł do tablicy, napisał kilka wzorów, coś tam nazmyślał i dostał trójkę. Tak jakby od niechcenia. Matma to dla mnie czarna magia, ale Bieber podchodzi do wszystkiego na luzie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy zajął miejsce obok mnie, już nikt nie został poproszony do odpowiedzi, na co odetchnęłam z ulgą.
-Tak to się robi, Księżniczko- powiedział Justin. Dalej nie mogłam się przyzwyczaić do miana Księżniczki.
-Brawo, teraz możesz się chełpić tą naciąganą tróją.
-Co byś powiedziała, gdybym odwiózł Cie dzisiaj do domu?- zapytał.
-W sumie okej. Będę się lansować w Twoim porsche- powiedziałam uśmiechając się po raz tysięczny.
Justin poprawił swoją idealnie postawioną grzywkę.
-swag- powiedział, na co się roześmialiśmy.
*Justin*
-Jay, Ty frajerze- usłyszałem od Chada, na co się zaśmiałem.
-Co jest, bro?- zapytałem.
Chad właśnie podpalał sobie papierosa, a ja stałem z moim w lewej ręce. Czekała nas tylko jedna lekcja, wf. Jak dobrze, że tylko to.
-Jak tam z Kate?
-A co ma być?- zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi. Wczoraj całą noc o niej myślałem, jest niesamowita.
-Cała paczka plotkuje o waszych śmiechach i chichotach na lekcji. To już miłość, mówię Ci.
-Cała paczka, czyli Ty i Trish?- zapytałem grzebiąc w telefonie, żeby tylko na niego nie patrzeć. Sprawdzałem wiadomości i natrafiłem na smsa od Kate. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
-Justin, Ty się uśmiechasz do telefonu! Zakochałeś się! O kurwa, nie wierzę, że to się dzieję naprawdę.- powiedział Chad, jakbym co najmniej popełnił jakąś zbrodnię.
-Stul pysk, kretynie. Pojebało Cię? Znamy się jeden dzień, a Ty mi z takim czymś wyskakujesz.
-Najwyraźniej jeden dzień wystarczył.
Rzuciłem niedopałka na ziemię i ruszyłem do szkoły.
-Jesteś nienormalny- rzuciłem przez ramie, a on tylko się zaśmiał.
Wszedłem do szkoły i kierowałem się korytarzem w stronę sali gimnastycznej . Po drodze mijałem mnóstwo dziewczyn i każda z nich posłała mi uśmiech. Pomimo tego, że normalnie mi to schlebia, teraz czułem się jak ostatnia szmata. Wielbiony tylko za to jak wyglądam, nie za to jaki jestem. Byłem przekonany, że gdybym podszedł do którejś z dziewczyn i powiedział „Jesteś beznadziejna, umówisz się ze mną?” ona i tak zgodziłaby się bez wahania. Typowe laski z Los Angeles.
Wf minął mi jak zawsze szybko. Graliśmy w kosza, porzucałem trochę, pośmialiśmy się i bach, dzwonek.
Kiedy się przebrałem poszedłem po mój samochód. Zaparkowałem przed wejściem do szkoły i czekałem na Kate opierając się o drzwiczki pasażera. Kiedy schodziła po głownych schodach rzuciłem:
-Cześć, Księżniczko.
A ona uroczo zachichotała rumieniąc się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz