środa, 13 listopada 2013

randkowicze

-Kate, jesteś jeszcze z nami, czy już odpłynęłaś pod wpływem Pana Biebera?- zapytał Jack,  na co się zdenerwowałam. Skarciłam w myślach samą siebie za to, że ktoś w ogóle może myśleć w ten sposób. Bieber na mnie nie działa. Powinnam mu wymyśleć jakąś ksywkę. Sara od razu nazwała by go jakoś. Szkoda, że nie mogła przeprowadzić się ze mną do tego wspaniałego Los Angeles.
Jack wpatrywał się we mnie, a ja nie odpowiadałam. Boże, zaraz na serio będzie myślał, że Justin mi się podoba. No dobra, jest przystojny. Ale to tylko twarz. Dlaczego tłumaczę się przed sobą?
-Mówiłeś coś?- udałam, że nie wiem o co chodzi i rozpakowywałam moją kanapkę. Ugryzłam kawałek i schowałam resztę do papierowej torby. Nie mam apetytu.
-Bieber.
-Dlaczego zawsze o nim mówisz? Nie wnikam, ale może to Tobie się podoba, nie mi- wyrzuciłam z siebie ze złością w oczach. Denerwuje mnie to. Od kiedy wpadłam na niego przed szkołą, Jack mówi tyko o nim.
-Spokojnie, tylko żartowałem, wyluzuj.
-Okej.
-To… Co robisz po południu? Może umówimy się do kina? Leci fajny film- dobrze, że przestałam jeść, bo chyba bym się udławiła. Ja i Jack. Na randkę!? Jezu, nie wiem.
-To nie wypali - odpowiedziałam. Jack jest fajny, zabawny, przystojny, balblabla. Ale widzę go raczej w roli mojego przyjaciela, nie chłopaka. Poza tym znam go dopiero jakieś 3 godziny, bez przesady.
Jest tyle ładnych dziewczyn w szkole, które chichoczą na jego widok, a on zaprasza mnie?
Mówiono mi, że jestem ładna, ale ja jakoś w to nie wierzę. Tak jak wspominałam, mam bardzo niską samoocenę, ale lubię to w sobie. Spojrzałam ukradkiem na Jacka i zauważyłam delikatny rumieniec na jego idealnej cerze.
-W porządku, nic się nie stało- próbował zatuszować swoje rozczarowanie perlistym uśmiechem, ale ja i tak widziałam w jego oczach, że jest zawiedziony.
Nie odpowiedziałam, tylko nerwowo rozdrapywałam czarny lakier do  paznokci. Atmosfera między nami się zmieniła. Kiedy już miałam wymyśleć jakiś temat do rozmowy, żeby załagodzić nieco sytuacje, dostrzegłam zbliżającą się w naszą stronę burzę rudych loków. Alice przybyła, uhu.
Udałam,  że jej nie zauważyłam mając nadzieję, że sama do mnie podejdzie i nie myliłam się.
-Co tam?- zapytała Alice, gdy podniosłam wzrok.
Jakoś dziwnie się uśmiechała. Moż
e rzeczywiście mam coś na twarzy…
-Gdzie byłaś?- warknęłam na nią ni stąd ni zowąd.
-Tu i tam. Pamiętaj, że nie zawsze mamy razem lekcję. Idziemy gdzieś?
-Okej, chodźmy. Na razie, Jack- odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Pa, Jack- powiedziała Alice i zachichotała. Rude włosy upięła w kitkę, więc nie szalały już tak bardzo.
Alice zaczęła gadać jak nakręcona, a ja byłam już zmęczona, więc wyłączyłam się (jestem okropna) i przytakiwałam tylko w odpowiednich momentach nie wiedząc nawet o co chodzi.

Zastanawiałam się czy mogłabym wyjść dzisiaj do kina z Jackiem.  Nie, nie potrafię o nim myśleć w takich kategoriach jak ,,randka’’. Przykro mi, że się rozczarował, ale nie miałam zamiaru go oszukiwać tylko dlatego, żeby nie było mu smutno. Kiedyś ktoś potraktował mnie w taki właśnie sposób i wiem, jakie to przykre uczucie dowiedzieć się, że to tylko gra.
Alice nadal mówiła wspominając co jakiś czas o fryzurze, albo jaki to wspaniały jest mój przyjaciel. Nagle mnie olśniło.
-Podoba Ci się Jack!- krzyknęłam podekscytowana. Kilka par oczu zwróciło się w naszą stronę, kiedy mijaliśmy szkolne szafki i pojawiły się szepty. Mogłam nie mówić tego tak głośno. Ale szkoła jest duża i na pewno niejeden Jack błąka się po korytarzach liceum.
Spojrzałam na Alice, która spiekła raka. Teraz wszystko się wydało. Była trochę skrępowana, ale to jeszcze bardziej mnie nakręciło.
-Wcale nie- powiedziała moja koleżanka udając, że bardzo pasjonuje ją obudowa jej iPhone’a.
-Alice, nie udawaj- powiedziałam niemal piszcząc z radości, że mogłabym ich ze sobą zeswatać. To byłoby cudowne. Dwoje moich przyjaciół razem.
-No dobra, może trochę. Ale Jack leci na Ciebie- powiedziała niemal wzdychając z rozpaczy.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi, nie przesadzaj. Jestem pewna, że gdyby on się dowiedział, zaprosiłby Cię gdzieś.
Nie zamierzałam mówić mojej przyjaciółce, że właśnie odrzuciłam propozycję randki z Jackiem. Alice załamałaby się.  Dobrze, że nic nie wie. To nie jest zbyt komfortowa sytuacja.
-Nic mu nie mów. To zostanie między nami, okej? Sama jakoś dam radę uwieść Jacka- powiedziała otwierając drzwi wyjściowe lekko chichocząc.
Reszta lekcji przebiegła dość szybko. Jack nie odezwał się do mnie ani razu od spotkania w stołówce. Justina widziałam kilka razy w czasie przerw, a od kiedy poznałam sekret Alice, knułyśmy plan działania na każdej lekcji, którą miałyśmy razem.

Wychodząc ze szkoły po ostatniej lekcji, czyli francuskim kierowałam się od razu w stronę parkingu, oczekując tam samochodu taty. Idąc chodnikiem grzebałam w torbie poszukując mojego telefonu, kiedy nagle usłyszałam krzyk skierowany w moją stronę.
-Tylko się nie przewróć, Kate!
Odwróciłam głowę i zauważyłam, że słowa kierowane do mnie padły z ust Alexy. Stała ze swoją paczką obok srebrnego porsche. Usłyszałam głośne śmiechy i od razu się zaczerwieniłam, co miałam  w zwyczaju. Nie dostrzegłam w grupie Justina, ale pewnie gdzieś tam był, bo Chad tez tam był. Zignorowałam ich totalnie i nie zważając na gwizdy i śmiechy wsiadłam do samochodu taty.
-Jak w szkole, kochanie?- zapytał przekręcając klucz w stacyjce.
-Daj spokój- odpowiedziałam i ruszając zapięłam pasy bezpieczeństwa. Piękny początek popołudnia, mhm.

2 komentarze:

  1. następny rozdział będzie OCZAMI JUSTINA <3
    ten, czyli 'randkowicze' miał się ukazać w niedzielę, bo ostatni dodałam chyba w poniedziałek. ukazał się wczoraj, więc następny będzie najprawdopodobniej w weekend.

    OdpowiedzUsuń