poniedziałek, 11 listopada 2013

przesłuchanie?

Kiedy wyszłam z klasy od razu zamierzałam wypłakać się w damskiej łazience, ale nic z tego, Jack już czekał na mnie pod klasą. Kiedy zauważył mój wyraz twarzy podbiegł do mnie i zacisnął mnie w swoich objęciach. Miałam ochotę wypłakać się mu do ramienia, ale nie mogłam powiedzieć  co zaszło między mną a Justinem. Wiedziałam jak bardzo Jack nie lubi mojego „kolegi” i bałam się, że może coś mu zrobić. Nie żeby Justin to było jakieś chuchro, bo miał imponujące mięśnie co zauważyłam od razu, ale ze zdenerwowanym chłopakiem lepiej nie zadzierać, a ja nie chciałam być przez ten incydent w centrum uwagi jeszcze bardziej. Wystarczy mi to, co jest. Nie wiedząc tak naprawdę dlaczego, miałam ochotę rzucić się pod pociąg. I to wszystko przez jakiegoś kretyna, pustego Kena i debila w jednym. Dobra, już mi lepiej.
-Co jest grane, Kate?- zapytał Jack odgarniając mi włosy z twarzy.
No a właściwie co jest grane? Nie wiem. No okej, wiem- Bieber. Ale tego nie mogłam mu powiedzieć. Wymyśliłam coś najprostszego, czego faceci boją się jak ognia.
-Mam okres- powiedziałam łapiąc się za brzuch i mrużąc oczy  z „bólu”.
-Och- odpowiedział mój przyjaciel i gwałtownie się odsunął.
-Spokojnie, przecież to nie jest choroba, a ubrudzić Cię nie dam rady.
-Tak, wiem. Ale z własnego doświadczenia wiem też, że do dziewczyny z okresem lepiej się nie zbliżać- odpowiedział Jack, na co się uśmiechnęłam. Kupił to, to wspaniale- więc Kate, powiesz mi coś o sobie? Mamy godzinną przerwę, a chciałbym się coś o Tobie dowiedzieć- powiedział Jack na co trochę się przestraszyłam. A co, jeśli Jack pozna mnie taką jaką jestem i jakoś przestanie we mnie widzieć fajną Kate? O ile taka w ogóle istnieje. Mam bardzo niską samoocenę, tak, wiem. Ale wole to niż być przesadnie pewną siebie. Faceci lubią nieśmiałe laski, prawda?
-Co chcesz wiedzieć?- zapytałam kiedy doszliśmy do stołówki. Nie miałam zamiaru jeść tych ,,specjałów’’, dlatego z domu wzięłam sobie kanapkę z szynką i banana, powinno wystarczyć. Jack chyba tez nie przepadał za jedzeniem breji, która miała przypominać zapiekankę, bo zabrał ze sobą sałatkę. Usiedliśmy w najbliższym wolnym stoliku. Było dużo wolnych miejsc, bo jak zdążyłam zorientować się po drodze, większość woli jeść poza terenem szkoły. Gdybym wiedziała, że jest taka możliwość, nie brałabym jedzenia z domu, tylko poszła na pizze czy coś w tym rodzaju.
Stołówka wyglądała na taką jak w Waszyngtonie. Była duża, z racji tego, że do szkoły uczęszcza jakieś tysiąc osób. Ściany były w białym kolorze, z pomarańczowymi paskami na środku. Poprzez liczne kolorowe obrazy miała chyba poprawiać nastrój, ale panie za ladą i ich miny w stylu ,,mogę Cię zjeść’’ psuły wszystko.
Nigdzie nie widziałam Alice, co było dość dziwne, bo wypatruje jej już drugą przerwę. No cóż, może je w knajpie. Z zamyślenia wyrwał mnie aksamitny głos Jacka. Może zamiast Justina powinnam za obiekt westchnień wybrać właśnie jego? Nie jest zły, ale to było by za proste.
-Dlaczego tak właściwie przeprowadziłaś się do Los Angeles akurat teraz?- zapytał Jack mrużąc oczy tak, jak policjanci w serialach, którzy podejrzewają przypadkowe osoby o morderstwo, bo akurat nikt nie mógł potwierdzić, że o 3 w nocy chrapałeś grzecznie w swoim łóżku. Litości.
-To przesłuchanie?- nie mogłam się powstrzymać.
-Nie, skąd. Po prostu chcę wiedzieć.
-Okej. Przeprowadzka to nie był mój pomysł, serio. Nie miałam wpływu na nic. Gdybym mogła zostałabym w Waszyngtonie. Może to kwestia tego, że jestem tu dopiero od kilku dni i nie znam nikogo ani niczego, ale w Waszyngtonie zostawiłam mnóstwo wspomnień i ważnych dla mnie osób.
-Chłopaka?
-Nie, nie mam chłopaka. Szkoda mi czasu na miłość. Później i tak wszystko się niszczy więc jaki jest sens? No ale dość już o mnie. Chcę wiedzieć coś o Tobie- powiedziałam gryząc banana. Nie lubię mówić o sobie. Mam wtedy wrażenie, że i tak nikogo to nie obchodzi, a ja opowiadam na marne.
-No dobra. Mam na imię Jack- powiedział na co się uśmiechnęłam i dodałam.
-Cześć, Jack- jak na spotkaniu anonimowych alkoholików. Oboje wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem przez co kilka par oczu spojrzało w naszą stronę ze zdziwieniem.
-Mam 17 lat i chodzę z Tobą na angielski. Nie jestem dobry w te klocki. Nie wiem co mam opowiadać.
-To Ty zacząłeś grę w ,,poznanie siebie’’, więc teraz się nie wymigasz. Ale z drugiej strony to jest takie sztuczne, prawda? I tak wszystko wychodzi w praniu- powiedziałam, a Jack starannie przeżuwał sałatkę.
-Masz rację, co robisz po południu?
Już miałam odpowiedzieć, że nic specjalnego, ale wtedy poczułam zapach drogich perfum i tandety płynący wraz z ciepłym wiatrem w naszą stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam grupkę osób, którzy wyglądali tak, jakby opuścili właśnie plan zdjęciowy do nowego filmu. Elita, widać. Było tam około 7 osób. 4 dziewczyny szły na samym początku śmiejąc się i poprawiając przy okazji włosy. Zauważyłam wśród tego dziwnego środowiska Justina. Stał za Alexą i dziwnie się krzywił. Mam nadzieję, że coś mu zrobiła, byłabym wdzięczna.
Stali na środku stołówki przez moment, a później wyszli stamtąd jak gdyby napatrzyli się już na tych, którzy nigdy nie będą  w ich kręgu. Po głośnych rozmowach zorientowałam się, że sytuacja już się ustabilizowała. W Waszyngtonie tak nie było. Kolejny powód dla którego powinnam uciec z Los Angeles jak najszybciej.

3 komentarze: