czwartek, 21 listopada 2013

nienawidze Cię

Jestem pośmiewiskiem. Jestem kretynką. Chcę wracać do Waszyngtonu.
Te trzy zdania powtarzałam sobie cały czas wracając do domu i ignorując kompletnie dobry humor taty. Mi się on w ogóle nie udzielał. Wręcz przeciwnie, byłam zła na niego, że jemu się dobrze powodzi, a ja już pierwszego dnia szkoły przechodzę załamanie nerwowe. Miałam ochotę tupnąć nogą jak mała  dziewczynka, bo nie wszystko idzie po mojej myśli. Te uczucie kompletnej porażki przygniatało mnie od środka.
-Czemu jesteś taka nie w sosie?- zapytał tata przerywając radosne gwizdy wydobywające się z jego ust.
-To wszystko wina tych hormonów, tato- powiedziałam uśmiechając się sztucznie, żeby dał mi spokój i powrócić do wyliczania własnych błędów. Robiłam coś w rodzaju pamiętnika myśli, o ile coś takiego w ogóle istnieje.
Tak właściwie nic konkretnie złego się nie działo, ale kiedy pomyślę, że jutro rano znów mam siedzieć z Bieberem, chce mi się płakać. Jeżeli on myśli o mnie tak samo jak ta szmata Alexa? (o boże, jak ja jej nienawidzę).
Wiem, że to płytkie z mojej strony, ale nie chcę, żeby taki przystojny chłopak myślał o mnie jak o kalece i debilce. Możecie mówić co chcecie, ale tak właśnie układają się myśli każdej dziewczyny.  Nie wyjść na idiotkę przed chłopakiem, który Ci się podoba.
Musiałam w końcu przyznać, że Justin mi się podoba. Oszukiwanie samej siebie nie miało głębszego sensu, a o miłości w tym przypadku nie ma mowy.
Właśnie, w tym przypadku. Co innego z Alice i Jackiem. Nie wiem, co myśli Jack, ale widać, że Alice wpadła po uszy. Cieszę się. Jack jest w porządku, a Alice to ktoś w rodzaju mojej nowej przyjaciółki. Fajnie by było zobaczyć ich razem splecionych w uścisku, albo wymieniających pocałunki.
W tym momencie nie wiedząc czemu zamiast obrazu mojej przyjaciółki i kumpla, zobaczyłam mnie i Justina Biebera. O nie,  nie mogę tak myśleć, kurwa. Moje myśli biegną po niewłaściwych torach.
Gdy toczyłam wewnętrzną walkę z własnymi myślami, nawet nie zauważyłam, kiedy stanęliśmy na podjeździe pod domem. Zabrałam torbę z tylnego siedzenia samochodu i weszłam do mieszkania. Mama stała w kuchni nakrywając do stołu.
-Za minutę obiad!- krzyknęła, kiedy wchodziłam po schodach na piętro, do mojego pokoju. Spojrzałam w lustro i zauważyłam, że mam okropnie poplątane włosy. Wyciągnęłam szczotkę do włosów i zaczęłam rozplątywać długie pasma moich brązowych włosów.
Ta naturalna czynność pomogła mi. Nie przejmowałam się niczym tak bardzo. Co ma być to będzie. Kilka dni i znów będę niezauważalna.
Umyłam ręce i zeszłam na dół. Usiadłam na moim zwyczajnym miejscu obok Matta. On tak jak zwykle był wyluzowany. Wydawało się, że jest ponad wszystko. Mogłabym brać z niego przykład. O boże, jak to głupio brzmi.
-Jak tam w szkole?- próbowała nawiązać rozmowę mama. Matt był bardzo zajęty swoim iPhone’m, więc to ja musiałam mówić.
-Okej.
-To wszystko?
-Tak- odpowiedziałam nakładając na widelec sałatkę. Uśmiechnęłam się przepraszająco. Mama musiała zrozumieć, że choć bardzo ją kocham, nie zawsze mam ochotę na rozmowę. Wiem, miałam nie robić jej przykrości, ale nic na to nie poradzę.
Obiad zleciał mi na grzebaniu w talerzu. Jakoś nie miałam ochoty na jedzenie. Zastanawiałam się czy zawsze tak będzie. Czy za wszystko będę obwiniać przeprowadzkę? Bo według mnie to właśnie przez to. Ale nie będę się użalać nad sobą. Wiele nastolatków ma o wiele gorzej niż ja. Mam wspaniałych rodziców, trochę wkurzającego brata, ale zawsze.
Wstawiłam brudne naczynia do zmywarki i od razu rzuciłam się na mojego laptopa. Zalogowałam się na facebooka, żeby trochę poplotkować z Sarą- moją przyjaciółką z LA, ale powstrzymały mnie miliony zaproszeń do grona znajomych. Kiedy uporałam się z  nimi, dostałam wiadomość od Alice.
„Cześć, K. Jedziemy na wycieczkę. Będę u Ciebie za 5 minut’’. W tej chwili żałowałam, że podałam Alice swój adres. Szybko wstałam z łóżka i powlokłam się w stronę mojej szafy. Nie było w niej nic specjalnego, jak zawsze. Przebrałam tylko szary top na białą koszulkę na ramiączka z napisem „YOLO”. Ale ze mnie hipster, uhu. Zabrałam ze sobą małą torebkę z najpotrzebniejszymi rzeczami i kiedy usłyszałam, że moja przyjaciółka już jest, zeszłam na dół.
-Gdzie się wybierasz?- zapytał mój tata czytając gazetę na kanapie w salonie.
-Jadę z koleżanką na miasto.
-Okej, baw się dobrze- powiedziała moja mama wyraźnie ucieszona ze zmiany mojego nastawienia.
Zamknęłam drzwi wejściowe i ruszyłam w stronę białego Land Rovera Alice. Dlaczego każdy ma własny samochód, tylko ja wożę się z tatą?!
-Cześć, gdzie jedziemy?- zapytałam gdy tylko ruszyłyśmy. W tle leciała piosenka zespołu Bastille, na co się ucieszyłam, bo lubiłam ich muzykę. Alice przebrała się w kolorową sukienkę, co w zestawieniu z jej marchewkowymi włosami wyglądało bombowo. Żałowałam, że moje włosy maja taki pospolity, czekoladowy kolor. Co druga dziewczyna to brunetka. Ale w sumie, nie wyróżniam się.
-Zobaczysz. Chcę Ci pokazać kilka fajnych miejsc w Los Angeles. Fajna koszulka, pasuje tutaj- powiedziała dziewczyna wskazując na nią głową.
-Szkoda, że tylko koszulka- mruknęłam do siebie, ale Alice tego nie usłyszała.
Po drodze mijaliśmy kilka kawiarni i centrum handlowych, ale Alice zatrzymała się dopiero po 15 minutach jazdy. Kiedy wysiadłam z samochodu od razu zauważyłam boisko. Było tam kilkoro chłopaków i para na ławce. Nie przyglądałam się za bardzo grającym, dopiero gdy podeszłyśmy bliżej ławek zauważyłam, że do kosza trafił nie kto inny jak Justin Bieber. Zbijał po drodze piątki, a ja stanęłam jak wryta.
-Nienawidzę Cię!- krzyknęłam gniewnie do Alice, domyślając się, że taki właśnie był jej plan.
-Oj, wiem, że chcesz to obejrzeć. No dalej, nie róbmy przedstawienia. 

mam  mały problem. ponieważ kompletnie nie znam się na niczym, prosiłabym, żeby ktoś jakoś urządził ten blog. chodzi mi o ogólny wygląd. Byłabym wdzięczna, gdybyście pisali do mnie w tej sprawie na asku.

2 komentarze:

  1. fajny <333 następny pewnie w wekend ?

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, dopiero w niedziele. strasznie przepraszam, że dodałam go tak późno, chociaż miał być na środę. problemy z internetem ;/.

    OdpowiedzUsuń