wtorek, 17 grudnia 2013

pierwszy pocałunek

*Kate*
Usiadłam w środku srebrnego porsche rozkoszując się miękką skórą pode mną. Justin przekręcił kluczyk w stacyjce, a auto zawarczało jak dziki kot. Wyjeżdżając ze szkoły mijaliśmy zdziwione spojrzenia innych uczniów. ''Co ta nowa robi u Biebera w samochodzie?" Właśnie, co ja tutaj robię?
-Więc...- zaczął Justin
-Więc...
-Gdzie mieszkasz?- zapytał, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie powiedziałam mu w którą stronę ma jechać. Od razu podałam mu adres.
-Spokojna dzielnica. To nie dla mnie- powiedział puszczając w odtwarzaczu hip-hopowy kawałek.
-Big Sean?
-Drake, o boże. Jak możesz ich mylić?
-Nie wiem, jestem tylko dziewczyną jakbyś nie zauważył- rzuciłam krzywiąc się.
-Zauważyłem- powiedział Justin taksując mnie wzrokiem od dołu do góry.
Przewróciłam oczami, a on tylko się roześmiał. Otworzył okno i odpalił papierosa perfekcyjnie manewrując kierownicą.
Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod moim domem. Justin wyłączył silnik i obrócił się do mnie twarzą. Zrobiłam to samo i siedzieliśmy tak patrząc sobie w oczy. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
-Zabawna jesteś, shawty- powiedział uśmiechając się.
-Um, dzięki- powiedziałam zabierając torbę.
-Do zobaczenia- powiedział Justin przekręcając kluczyk.
Wkroczyłam do domu patrząc jak Matt całuje się z jakąś blond dziewczyną w korytarzu.
-Błagam, litości- powiedziałam idąc do mojego małego królestwa. Przecież jestem Księżniczką.

*Justin*
-Cześć, Justin- powiedział Jackson, kiedy przekroczyłem próg domu.
-Cześć, bracie. Nie ma mamy?
-Jest w łazience.
Przechodząc przez mały korytarz potargałem Jacksona po włosach, na co zaczął się śmiać. Powinienem posprzątać pokój, ale zupełnie się tym nie przejąłem.
Wziąłem prysznic, ubrałem się w szare jeansy, białą podkoszulkę i ruszyłem do kuchni. Wyciągnąłem z szafki płatki, zalałem je jogurtem i zacząłem jeść. Nagle poczułem wibracje w kieszeni. Spojrzałem na wyświetlacz mojego iPhone'a i dostrzegłem wiadomość od Alexy.
"Cześć, Kochanie. Odwiedzisz mnie dziś? <3". Boże, ta dziewczyna jest męcząca. Mimo tego, że nie jestem z Kate, źle się czuje grając na dwa fronty. Muszę to zakończyć, ale jeśli z Księżniczką mi nie wyjdzie?
"Nie jestem Twoim Kochaniem. Nie spotkamy się ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy. Życzę Ci szczęścia, Alexa".
Gdybym był nią, strzeliłbym mi w twarz. Skurwiel ze mnie, ale lepiej, żeby uświadomiła sobie teraz, że nic z tego nie będzie, niż żeby zobaczyła mnie z Kate.
Mój telefon zaczął znów wibrować i zobaczyłem, że dzwoni do mnie Alexa.
-Halo?- powiedziałem niepewnie.
-Ty kretynie. Myślisz, że będziesz mną tak sobie pomiatał? Nie jestem dziewczyną na raz. Nie myśl sobie, że Ci odpuszczę, Justin.
-O co Ci chodzi?
-O to, że zrywasz ze mną przez smsa!- pisnęła mi do telefonu.|
-Alexa, my nie byliśmy nawet razem. Cześć- powiedziałem i rozłączyłem się. Nie wiem co sobie wyobrażała, ale koniec ze złudzeniami.
Dokończyłem jeść płatki, kiedy mama weszła do kuchni. Jackson usiadł na przeciwko mnie przy stole i zaczął robić do mnie głupie miny. Odpowiedziałem mu tym samy, ale nie wytrzymałem i zacząłem się niekontrolowanie śmiać.
-Co Cię tak śmieszy, Justin?- zapytała mama zmywająć naczynia.
-Jackson  jest głupi- powiedziałem pokazując bratu język.
-Sam jesteś gupi. Ja jestem już dorosły, a Ty chodzisz do przedszkola.- powiedział prostując się na krześle i mrużąc oczy.
-Chyba Ci się coś pomyliło, maluchu- powiedziałem zabierając czerwonego snapa i wychodząc z domu- wrócę później, mamo!- krzyknąłem.
Usiadłem za kierownicą i jechałem do domu Kate. Zamierzam zabrać ją na prawdziwą randkę.

*Kate*
"Wyjdź z domu, Księżniczko". Odczytałam smsa i spojrzałam przez okno. Justin opierał się o bok swojego porsche paląc papierosa. Przebrałam się szybko w jeansy i fioletową koszulkę i wyszłam z domu.
-Powiedz mamie, że jestem na mieście- rzuciłam do Matta kiedy leżał pod telewizorem. Mruknął tylko coś w stylu "okej", ale ja już przechodziłam przez próg domu.
Nie wiedziałam co się dzieje. Godzinę temu widziałam się z Justinem, a on już jest pod moim domem. Ale żyje się raz.
Justin energicznym krokiem podszedł do mnie  i złapał mnie za ręce.
-Kate Collins, idziesz ze mna- powiedział ze śmiertelnie poważną miną.
-Co jest grane?
-Zabieram Cię do Starbucksa- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko, otwierając mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam czując, żę od uśmiechania się bolą mnie policzki. Czy to juz randka? Nie, potraktuję to jako przyjacielskie spotkanie.
Justin włączył silnik samochodu i ruszyliśmy.
-Jak tam popołudnie?- zapytał.
-Zdążyłam zjeść obiad.
-Nie martw się, ja też- powiedział.
Zatrzymaliśmy się na parkingu i weszliśmy do lokalu. W środku było mnóstwo ludzi, ale udało nam się znaleźć stolik. Zamówiłam kawę, a Justin poprosił herbatę z ciastkiem.
-Więc Kate. Jak Ci się podoba Los Angeles?- zapytał zakładajać czapkę tak, że daszek był z tyłu głowy.
-Jest okej. Zwiedziłam niewiele, ale wydaje się w porządku.
-Jeśli chcesz mogę oprowadzić Cię po mieście- zaproponował Justin.
-Tak serio, to nie chcę mi się nigdzie dzisiaj chodzić.
-W porządku.
-Opowiedz mi coś o sobie, Justin.
-Jestem Justin Bieber. Mam 19 lat i lubię grać w kosza. Czasem pobrzdąkam coś na gitarze.
-Grasz na gitarze?- zapytałam.
-Tak, a bo co?
-Uwielbiam muzyków- powiedziałam popijając kawę.
-To mam szczęście.

Rozmawialiśmy dwie godziny, ale niestety moja mama kazała mi wracać do domu. Kiedy Justin zatrzymał się pod moim domem chciałam od razu wysiąść z samochodu,a le powstrzymał mnie.
-Kate, poczekaj.
-Tak?- zapytałam.
Justin pochylił się nade mną i złożył na moich wargach pocałunek.Miał bardzo miękkie usta i pachniał malinową herbatą. Kiedy się ode mnie odsunął nie wiedziałam co powiedzieć.
- Do jutra, Księżniczko.
-Do jutra- wysiadłam z samochodu i cała drogę do mojego pokoju chichotałam jak wariatka.

1 komentarz: